profesor Robert Varin

wystąpienie z okazji rocznicy wybuchu

II Wojny Światowej FELIETON

 
HISTORIA PORUCZNIKA LOTNICTWA
 
 HUBERTA BROOKS
 
Robert A. Varin
(14/10/07)

 

Witam radisluchaczy Radia “Polmysl”, przed mikrofonem Robert Varin.

Dzisiaj mam specjalna historie, ktora chcialem panstwu opowiedziec a zatytulowana ona jest “Historia porucznika lotnictwa Huberta Brooks”. Otoz w czasopismie “Legion Magazine”, który powinien byc znany wszystkim czlonkom naszej Pl.412, poniewaz dostaja go automatycznie w prenumeracie czlonkowskiej, od pewnego czasu autor nazwiskiem Hugh Halliday opisuje ciekawe historie z Drugiej Wojny Swiatowej, ktorych bohaterami sa Kanadyjczycy. W ostatnim numerze z wrzesnia/pazdziernika 2007, jest juz 23 odcinek tych wojennych opowiesci, tym razem poswiecony kanadyjskim lotnikom, a w nim znalazlem historie, ktora podobnie jak autora tego cyklu, takze mnie zafascynowala. Jak pisze autor “The story of Flight Lieutenant Hubert Brooks is one of the strangest epics in RCAF history” (Historia porucznika lotnictwa Huberta Brooks jest jedna z najdziwniejszych epopei w historii Krolewskich Kanadyjskich Sil Powietrznych). Otoz Hubert Brooks urodzil sie w Albercie, ale mieszkal w Montrealu gdzie na poczatku wojny zaciagnal sie jako navigator do Krolewskich Kanadyjskich Sil Powietrznych i dostal przydzial do 419 eskadry, ktora w tym czasie stacjonowala w Anglii. 8 kwietnia 1942 roku samolot porucznika Brooks zostal zestrzelony nad Niemcami. Uratowal sie skaczac ze  spadochronem i dostal sie do niewoli niemieckiej z przydzialem do Stalagu VIIIB w Lamsdorf, który znajdowal sie na terenie Gornego Slaska, na obszarze nalezacym wtedy do Niemiec. Siostra porucznika Brooks, kiedy dowiedziala sie, ze jej brat jest w niewoli, krotko stwierdzila, ze ‘takiego diabla to i hitlerowcy nie upilnuja”. Juz w czerwcu 1942 roku porucznika Brooks dokonal pierwszej ucieczki z obozu, ale po 8 dniach zostal zlapany bo wykapowali go jak pisze autor opowiesci jacys “Polscy zdrajcy”. Mnie sie wydaje, ze byli to po prostu slascy “volksdeutche”. Po powrocie do obozu, nasz porucznika zostal ukarany 14 dniami scislego aresztu. Drugiej ucieczki sprobowal Brooks we wrzesniu tego samego roku, dojechal z kolegami do Wiednia, gdzie niestety znow zostal zlapany, odeslany do obozu i znow ukarany 14 dniami scislego aresztu. Niemcy jacy byli tacy byli ale takze popelniali mase glupstw i tak tez zrobili tym razem wlaczajac porucznika Brooks do grupy robotnikow, ktorzy mieli pracowac w tartaku w pobliskiej miejscowosci Tost. Tym razem byl on specjalnie nadzorowany przez niemieckich straznikow. Ale Brooks przeczekal do maja 1943 roku, gromadzac zapasy zywnosci i po raz trzeci sprobowal ucieczki. Tym razem sie udalo. Doszedl az do Czestochowy gdzie zostal skontaktowany z Armia Krajowa. Brooks chcial dalej walczyc z Niemcami i nie wyrazal zadnej ochoty na przerzut do Anglii. Ryzykowal tutaj zyciem poniewaz gdyby zostal schwytany przez Niemcow z bronia w reku jako polski partyzant z AK to bylby natychmiast rozstrzelany. Dowodztwo Armii Krajowej przydzielilo zatem porucznika Brooks do jednego z oddzialow partyzanckich Armii Krajowej. Zostal dowodca plutonu walczacego w okolicach Krakowa. Glowne zadanie plutonu Brooks’a bylo oslanianie ladowisk kolo Nowego Sacza, Myslenic i Bochni dla samolotow przylatujacych z Anglii z kurierami podziemia. Jego dowodca napisal o nim taka opinie: ”W czasie calego okresu w jakim sluzyl w Armii Krajowej jako oficer wyroznil sie nieslychana odwaga i zdolnosciami dowodczymi”. Powierzono mu takze nadzor nad 17-stoma zolnierzami brytyjskimi i amerykanskimi, ktorzy byli pod opieka Armii Krajowej na tym obszarze. Brooks sluzyl w Armii Krajowej do 1945 roku kiedy te tereny zostaly zajete przez sowiecka Armie Czerwona. Brooks wrocil do Anglii gdzie znow dolaczyl do kanadyjskiego lotnictwa. W 1946 roku zostal odznaczony Military Cross, ale uzasadnienie wniosku o odznacznie w ogole pominelo jego udzial w walkach w odzialach Armii Krajowej. Rzad Rzeczypospolitej Polskiej w Londynie docenil udzial Brooksa w walkach na terenie Polski i odznaczyl go Krzyzem Walecznych i Srebrnym Krzyzem Zaslugi z Mieczami. Normalnie wszystkie takie odznaczenia dla zolnierzy kanadyjskich byly w owym czasie oglaszane publicznie w London Gazette i Ottawa Gazette. W tym przypadku komunistyczny rzad zainstalowany przez Sowietow w Warszawie, a który w owym czasie juz byl uznany przez Kanade i Wielka Brytanie, ostro zaprotestowal przeciwko publicznemu ujawnieniu powodow, dla ktorych Brooks dostal te wszystkie odznaczenia. Kanadyjskie i Brytyjskie dowodztwo przestraszylo sie tej noty “dyplomatycznej” polskich komuchow i wice-marszalek floty powietrznej Hugh Campbell zadecydowal, ze porucznika Brooks moze oficjalnie nosic wszystkie nadane mu odznaczenia takze polskie ale nie bedzie to naglasniane publicznie. Brooks pozostal na sluzbie w Krolewskich Kanadyjskich Silach Powietrznych i nawet bral udzial w Olimpiadzie w 1948 roku jako zawodnik druzyny hokeja na lodzie, ktora zostala sformowana z lotnikow kanadyjskich. Hubert Brooks zmarl w 1984 roku nie zostawiajac zadnych pamietnikow tak, ze szczegoly jego przezyc i wspolnej walki w odzialach Armii Krajowej nigdy nie zostaly dokladnie spisane.

Polecam wszystkim czlonkom Placowki 412 aby dali do przeczytania ta historie swoim dzieciom lub wnukom. Dowiedza sie z niej, ze Polacy naprawde walczyli z Niemcami w czasie Drugiej Wojny Swiatowej w odzialach Armii Krajowej i ze naszymi sprzymierzencami byli takze Kanadyjczycy. Jest to doskonala okazja bo historia jest po angielsku i calkiem dobrze napisana przez autora.  Jak dzieciaki to przeczytaja to beda wiedziec, ze to nie Polacy budowali obozy koncentracyjne czesto tutaj nazywane przez nieprzyjazna nam prase “polskimi obozami koncentracyjnymi”. Jak donosi ostatni numer tygodnika “Goniec” w szkolach tutejszych panuje calkowita ignorancja i wiekszosc ankietowanych uczniow twierdzi, ze to Polacy w czasie wojny zbudowali te obozy.  Nawet polski konsulat w Toronto zdecydowal sie wyprodukowac film dla kanadyjskiej mlodziezy na ten temat.

Dla Radia Polmysl mowil Robert Varin. Do uslyszenia.

Waterloo 13 pazdziernik 2007

 

 


 

WIDZIANE PRAWYM OKIEM (62)(27-5-07)

Robert A. Varin

Dzień dobry Państwu.

Witam radiosłuchaczy radia “Polmyśl” w kolejnym wydaniu felietonu “Widziane Prawym Okiem”.

W ostatnim swoim felietonie z dnia 25 marca stwierdzilem rzecz nastepujaca: ”Chyba najwazniejsze wydarzenie polityczne z ostatniej chwili to uchwalenie przez amerykanski Kongres, kontrolowany przez Demokratow, wycofania wszystkich wojsk amerykanskich z Iraku do 1 wrzesnia 2008 roku. Oczywiscie prezydent Bush zagrozil ze postawi „veto” przeciwko tej decyzji ale biorac pod uwage, ze obie izby tzn. Kongres i Senat amerykanski sa kontrolowane przez Demokratow, sukces postawienia takiego „veto” stoi pod znakiem zapytania”.

I tu sie strasznie pomylilem. Jak sie okazuje George Bush to stary lis polityczny i nie dal za wygrana, a Demokraci jak wszyscy socdemoliberalowie to ludzie bez kregoslupa moralnego. Bush oczywiscie postawil veto wobec konkretnej daty rozpoczecia wycofywania okupacyjnych wojsk amerykanskich z Iraku. Nastepnie Bush zaproponowal Demokratom, ze zgodzi sie na przesuniecie milionowych sum w budzecie na rozne cele  socjalne, jak tego domagali sie Demokraci w zamian za co Demokraci usuna z budzetu klauzule dotyczaca konkretnej daty rozpoczecia wycofywania wojsk amerykanskich z Iraku. I tak sie tez stalo. Budzet przeszedl bez tej klauzuli, co jest zwyciestwem Busha w potyczce z Kongresem kontrolowanym przez Demokratow. Oczywiscie, wszystko to lipa bo to Kongres ostatecznie decyduje o tym czy przyznac jakiekolwiek fundusze na prowadzenie wojny w Iraku. Kongres moze kompletnie zignorowac kazda prosbe Prezydenta o przyznanie funduszy na prowadzenie wojny i zaden Prezydent Stanow Zjednoczonych nie ma tu nic do gadania. Jest to najprostszy sposob zakonczenia jakiejkolwiek wojny prowadzonej przez Stany Zjednoczone.

A teraz historia z naszego podworka. Zydzi zawsze przedstawiaja siebie jako ofiary wszelkich przesladowan uwazajac, ze sami nigdy nikomu nie wyrzadzili krzywdy. O tym jak Zydzi miluja blizniego swego przekonal sie niejaki Helmut Oberlander, pochodzenia niemieckiego, mieszkajacy w Kitchener od ponad 50 lat. Otoz 83 letni Oberlander dostal zawiadomienie od pani Diane Finley, federalnej Minister Imigracji, ze po raz drugi zostalo mu oficjalnie odebrane obywatelstwo kanadyjskie. Cala historie gehenny Helmuta Oberlandera mozna przeczytac w sobotnim wydaniu naszej lokalnej gazety ”The Record”. Otoz Helmut Oberlander urodzil sie w rodzinie etnicznych Niemcow mieszkajacych na Ukrainie i po wkroczeniu wojsk niemieckich, kiedy zaatakowaly one Rosje Sowiecka w 1941 roku, majac 17 lat zostal powolany do sluzby w okupacyjnych oddzialach niemieckich. Poniewaz znal doskonale rosyjski i ukrainski dostal przydzial do oddzialow specjalnych SS tzw. Einsatz Kommandos, ktore dokonywaly czystek na zapleczu posuwajacego sie frontu. Oddzialy te wylapywaly resztki czerwonoarmistow, a glownie sowieckich komisarzy-politrukow, z ktorych pokazna liczba jak podaja zrodla historyczne byla pochodzenia zydowskiego. Po wojnie oddzial w ktorym sluzyl Oberlander zostal oskarzony o mordowanie Zydow takze cywilow. Oberlander byl pozniej przeniesiony do Wermachtu i szczesliwie przezyl wojne. W 1954 roku wyemigrowal do Kanady i przed 50 lat prowadzil w Kitchener znana z dobrej jakosci wykonywanych prac firme budowlana. W roku 1995 kanadyjskie organizacje zydowskie w jakis znany im sposob dowiedzialy sie o przebiegu sluzby wojskowej Oberlandera i zazadaly usuniecia go z Kanady jako podejrzanego o zbrodnie przeciwko ludzkosci. Owczesny rzad kanadyjski wytoczyl przeciw niemu postepowanie i po szesciu latach uznal, ze jest wielkie prawdopodobienstwo, iz Oberlander zatail swoja przynaleznosc do niemieckich oddzialow specjalnych kiedy emigrowal do Kanady w 1954 roku i nie powiedzial o tym urzednikowi emigracyjnemu. W roku 2001 rzad uznal, ze nalezy Oberlandera pozbawic obywatelstwa kanadyjskiego i deportowac z Kanady do Niemiec.

I tu nalezy skomentowac jak to wyglada ta cala wspaniala demokracja kanadyjska, ktora z takim samozaparciem Kanada chce takze zaprowadzic w dalekim Afganistanie. Otoz radiosluchacze, ktorzy nabyli obywatelstwo kanadyjskie przez jak to sie mowi „naturalizacje” nie zdaja sobie sprawy, ze jestesmy tak naprawde obywatelami drugiej kategorii. Otoz jak organy rzadowe uznaja, ze istnieje prawdopodobienstwo, iz zatailismy jakies szczegoly emigrujac do Kanady to moze nas pozbawic w szybkim trybie nabytego obywatelstwa! I jak pokazuje sprawa Oberlandera, nie trzeba na to zadnych dowodow, wystarczy, ze organy rzadowe uznaja, iz istnieje tzw. ”balance of probabilities”, czyli  ”rozsadne prawdopodobienstwo”. Dodatkowym skandalicznym faktem jest to, ze cala procedura przeprowadzana jest przez organy rzadowe i wyrok pozbawiajacy obywatelstwa wydany jest przez rzad (czyli tzw. Cabinet) a nie przez niezawisly sad. Zaiste wspaniala demokracja! Dopiero po niekorzystnym wyroku mozna sie odwolywac do Federal Court of Appeal.

Oberlander odwolal sie do tego Federal Court of Appeal i w roku 2004 ten sad przywrocil jego obywatelstwo. Biedak myslal, ze to juz koniec jego klopotow ale kanadyjskie organizacje zydowskie nie daly za wygrana i naciskaly na rzad federalny aby jeszcze raz rozpatrzyl sprawe. W wyniku tego Oberlander dostal kilka dni temu, list od Minister of Immigration pozbawiajacy go po raz drugi obywatelstwa kanadyjskiego!  

Facet ma juz 83 lata, mieszka w Kanadzie od 53 lat, urodzily mu sie tutaj dzieci i wnuki, przez ponad 50 lat zbudowal ludziom cala mase przyzwoitych domow i co najwazniejsze nigdy nikt mu nie udowodnil, ze popelnil w czasie wojny jakiekolwiek czyny, klasyfikowane jako zbrodnicze. I teraz wspaniala kanadyjska demokracja chce 83-letniego dziadka deportowac do Niemiec! Niech panstwo sami osadza moral tej historii.

Dla Radia „Polmysl” mowil Robert Varin. Do widzenia Panstwu.

Waterloo, 26 maj 2007

 

 

 


 

 

WIDZIANE PRAWYM OKIEM (61)(25-3-07)

Robert A. Varin

Dzień dobry Państwu.

Witam radiosłuchaczy radia “Polmyśl” w kolejnym wydaniu felietonu “Widziane Prawym Okiem”.

Chyba najwazniejsze wydarzenie polityczne z ostatniej chwili to uchwalenie przez amerykanski Kongres, kontrolowany przez Demokratow, wycofania wszystkich wojsk amerykanskich z Iraku do 1 wrzesnia 2008 roku. Oczywiscie prezydent Bush zagrozil ze postawi „veto” przeciwko tej decyzji ale biorac pod uwage, ze obie izby tzn. Kongres i Senat amerykanski sa kontrolowane przez Demokratow, sukces postawienia takiego „veto” stoi pod znakiem zapytania. Jest to oczywiscie kleska polityki zagranicznej Busha i calego „lobby syjonistycznego”, ktore w pierwszej kolejnosci jest odpowiedzialne za wpedzenie Busha w te jak to sie mowi po naszemu „maliny”. Jak czytalem to doniesienie to nasunelo mi sie kilka refleksji.

Po pierwsze, jak sie spojrzy na historie od czasu zakonczenia drugiej wojny swiatowej to Stany Zjednoczone praktycznie przegraly prawie wszystkie wojny lokalne jakie prowadzily w ostatnich 60 latach. Zaczynajac od wojny koreanskiej, poprzez wojne wietnamska do dwoch ostatnich wojen w Iraku i Afganistanie. Jedynym sukcesem byla inwazja Grenady w 1983 roku i pierwsza wojna z Irakiem w 1990 roku.  Z tym, ze ta ostatnia wlasciwie zostala niedokonczona bo Bush-senior, ojciec obecnego prezydenta byl na tyle przezorny, ze nie zdecydowal sie na dlugoletnia okupacje Bagdadu i calego terytorium Iraku. Jak z tego widac, nawet tak potezne panstwo jak USA, z najnowoczesniejsza na swiecie technika wojenna, nie jest w stanie wygrac wojen, w ktorych walczy przeciwko partyzantom, ktorzy w praktyce walcza przeciwko obcej okupacji, na wlasnym, doskonale im znanym terenie. W tego typu wojnie, nie ma starc duzych ugrupowan pancernych, wielkich jednostek piechoty zmotoryzowanej, nie ma mozliwosci efektywnego uzycia  nowoczesnego lotnictwa bojowego. Powoduje to, ze technika przegrywa z efektywnie ale lekko uzbrojonym partyzantem, ktory ma silna motywacje i klarowna ideologie wyzwolenia wlasnego kraju spod obcej okupacji. Zolnierz amerykanski, wlasciwie to nie wie o czyje interesy walczy bo tak jak to bylo w Iraku niby miala byc tam jakas bron masowego razenia, ktorej nie znalezli nawet jednej zlamanej sztuki. Nastepnie amerykanska propaganda zmienila caly powod do wojny na zaprowadzanie tzw. demokracji w Iraku i Afganistanie. Problem w tym, ze wprowadzanie demokracji na cudzych bagnetach nigdy sie nikomu nie udalo, o czym malo wyksztalceni Amerykanie nie chcieli pamietac. W koncu mozna by powiedziec, ze Niemcy Hitlera tez chcialy wprowadzic lad i porzadek w zacofanej Polsce czyli cos w rodzaju demokracji na ich wlasny wzor. Jednak jak nastepuje inwazja obcego panstwa na terytorium innego suwerennego panstwa, to mimo wszystko obywatelom okupowanego panstwa bardziej sie podoba wlasne „zacofanie” niz cudza nawet wspaniala demokracja. I beda o to wlasne „zacofanie” walczyc do ostatniej kropli krwi.

Druga refleksja, ktora mi sie nasunela po wczorajszej decyzji Kongresu USA, to pytanie a co wlasciwie dalej robia polskie wojska w Iraku? Niby nowi wladcy Polski bracia Kaczynscy rodem z PiS zmniejszyli polski kontyngent w Iraku ale dalej pozostawiono tam ponad 50% poprzedniego stanu, zamiast uciekac stamtad gdzie pieprz rosnie. Wiadomo juz dzisiaj, ze cala zabawa skonczy sie pod koniec 2008 roku i najprawdopodobniej wiekszosc czlonkow obecnego tzw. rzadu irackiego, juz zaczyna pakowac walizki i zastanawiac sie gdzie maja zwiewac, bo jak nie, to wszyscy w jednym rzedzie zawisna na drzewach palmowych wzdluz glownego bulwaru w Bagdadzie. Zastanawiam sie czy Amerykanie nie wymyslili sobie przypadkiem, ze to Polacy beda oslaniac ich odwrot  z Iraku, tak jak robily to oddzialy poludniowo-wietnamskie, kiedy ostatnie jednostki amerykanskie uciekaly helikopterami z dachow budynkow kompleksu ambasady amerykanskiej w Sajgonie w 1975 roku. Pozostawieni sami sobie w Sajgonie amerykanscy sojusznicy nie doczekali juz konca nastepnego dnia, kiedy do miasta wkroczyly jednostki komunistycznej armii Polnocnego Wietnamu.  Oby taki los nie spotkal w Iraku resztek wojsk polskich bo niestety jak znamy to dobrze z historii, Polacy lubia sie poswiecac za tzw. „wolnosc nasza i wasza”. Niestety jak wskazuje historia, z takiego poswiecenia dla innych nigdy nic dobrego dla Polski nie wyniklo.

W ogole poczynania braci Kaczynskich przez ostanie dwa lata ich rzadow w Polsce zaczynaja mnie jakos niepokoic. Otoz Lech Kaczynski przed wyborami prezydenckimi robil duzo szumu, ze bedzie przeciwny przyjeciu nowej tzw. „konstytucji” Unii Europejskiej, jesli nie bedzie w niej zapisu o „wartosciach chrzescijanskich”. Ale jakos po niedawnej wizycie pani kancelerzyny Niemiec, Angeli Merkel, w Warszawie, prezydent Kaczynski obiecal podpisac Deklaracje Berlinska, ktora jest praktycznym zobowiazaniem do poparcia  konstytucji europejskiej. Poniewaz Francja i Hiszpania nomen omen sa absolutnie przeciwne jakimkolwiek nawet wzmiankom o „wartosciach chrzescijanskich”, to mozna byc przekonanym, ze nie zostanie z nich ani slowa w nowej konstytucji europejskiej. Refleksja na marginesie: jak dwa panstwa takie jak Francja, ktora nazywano przed wiekami „cora Kosciola Katolickiego” i wierna przez wieki Kosciolowi Hiszpania potrafily sie tak sprostytuowac przez zaledwie 40-letnia przynaleznosc do Unii Europejskiej? Widac z tego co moze czekac po 40 latach przynaleznosci Polske. A przedsmak tego co czeka Polske w tej nowej Jewropie, juz mozna wydedukowac, po tym jak Trybunal Praw Czlowieka w Strasburgu skazal Polske na zaplacenie odszkodowania 25tys. euro niejakiej pani  Alicja Tysiac tytulem kary za to, ze nie zezwolono jej w Polsce przeprowadzic aborcji jej corki Julii. Pani Tysiac psula sie ostrosc widzenia i podobno lekarz okulista powiedzial jej, ze nie moze zachodzic w ciaze bo ta ostrosc widzenia jeszcze jej sie pogorszy. Niestety pani Tysiac „zaszla” ale idac za rada tegoz okulisty postanowila wyabortowac dziecko, ale jej sie to w Polsce nie udalo i jej corka ma sie dobrze i ma teraz 6 lat. Za uratownie zycia jej corki pani Tysiac zaskarzyla Polske do Trybunalu w Strasburgu no i wygrala te 25 tysiecy.

Nie zostaly tez spelnione zadne obietnice wyborcze PiS w stosunku do reorganizacji Ministerstwa Sparaw Zagranicznych. Dalej na nizszych i srednich szczeblach pozostaja ludzie mianowani jeszcze przez „naszego kochanego Boleslawa” Geremka. To oni zorganizowali niedawno spotkanie w Warszawie z prezydentem Kaczynskim, przewodniczacemu Swiatowego Kongresu Zydow, Izraelowi Singerowi, ktory domagal sie 100% odszkodowan za mienie utracone przez Zydow w czasie drugiej wojny swiatowej. Swoja droga, wlasnie Izrael Singer stracil posade bo zostal wykopany przez naszego swojskiego Zyda kanadyjskiego Edgara Bronfmana, ktory jest prezesem tej organizacji. Nie wiadomo tylko czy za to, ze chcial za duzo, czy za to, ze mu sie nie udalo.

Skandalem polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, jest tez wydanie broszury w jezyku angielskim, ktora ma niby ustosunkowywac sie do klamliwych zarzutow rozpowszechnianych przez rozne kregi zydowsko-syjonistyczne o tzw. anysemityzmie Polakow, pogromach i innych „wykroczeniach” jakie Polacy przez wieki popelniali wobec Zydow. Ksiazka ta nie tylko niczego nie wyjasnila ale wrecz potwierdzila wszystkie zarzuty. Ciekawostka dla nas mieszkajacych w Kanadzie. Jak donosi tygodnik „Goniec” z 23 marca 2007 jednym ze wspolautorow tego wydawnictwa jest niejaki profesor Wrobel, ktory jest szefem katedry historii Polski na Uniwersytecie w Toronto. Katedra ta zostala ufundowana jak zwykle przez naiwnych Polakow,  ktorzy wladowali w to przedsiewziecie jakies 15 lat temu prawie milion naszych dolarow.

Na szczescie ja mialem dobrego nosa czym sie to skonczy i nie dalem nawet 1 centa. I tym przyjemnym dla mnie akcentem koncze dzisiejszy felieton.

Dla Radia „Polmysl” mowil Robert Varin. Do widzenia Panstwu.

Waterloo, 24 marzec 2007

 


 

WIDZIANE PRAWYM OKIEM (60)(25-2-07)

Robert A. Varin

Dzień dobry Państwu.

Witam radiosłuchaczy radia “Polmyśl” w kolejnym wydaniu felietonu “Widziane Prawym Okiem”.

Z ostatniego wydania tygodnika „Najwyzszy Czas” dowiadujemy sie o klopotach jakie mieli farmerzy, chodowcy owiec z Oregonu. Otoz niektore z hodowanych owiec a moze byly to barany, zaczely odczuwac pociag seksualny do owiec tej samej plci a wiec zaczely wykazywac czyste zachowania homoseksualne. Nie byloby to znow takim wielkim problemem bo nauka zna takie przypadki zachowan wsrod zwierzat ale w tym przypadku nastapil dramatyczny spadek urodzen nowych owieczek bo homoseksualne owce i barany nie chcialy sie rozmnazac, zaspakajac swe potrzeby seksualne „kochajac inaczej inne owce”. Hodowcy zaniepokojeni tym stanem rzeczy zwrocili sie o pomoc do naukowcow z Oregon State University. Naukowcy zabrali sie z ochota do pracy i odnotowali znaczace sukcesy w osiagnieciu rownowagi hormonalnej baranow. Chodowcy juz zaczeli oddychac z ulga myslac, ze cala sprawa zostala zalatwiona, gdy nagle jako pierwsza zabrala glos znana byla tenisistka-lesbijka Martina Navratilova, ktora stwierdzila, ze dzialania uczonych to „niedopuszczalna manifestacja homofobii”, bo nie wolno srodkami hormonalnymi leczyc zachowan homoseksualnych i jak owce i barany zdecydowaly, ze chca byc homoseksualistami to wara ludziom od lamania ich przyrodzonego prawa. Homoseksualisci chca bowiem aby owce same wybieraly sobie upodobania seksualne. Londynski „Times” napisal, ze szef zespolu badawczego leczacego barany z homoseksualizmu Dr. Roselli chcialby takze wykorzystac swoja metode leczenia owiec z homoseksualizmu do leczenia ludzi. Dr. Roselli zaprzeczyl tym doniesieniom ale to nie przeszkodzilo roznym gazetom rozpetania dyskusji, ktora miala przekonac, ze wprawdzie naukowcy zrozumieli mechanizmy biologiczne decydujace o preferencjach seksualnych, ale to wcale nie oznacza, ze preferencje nie moga byc rozne. Problem w tym, ze biednym chodowcom owiec nie chodzilo o zadne preferencje a chcieli tylko zwiekszyc poglowie swych owieczek aby nie pojsc z torbami. Homoseksualisci natomiast tak sa gotowi bronic swojego prawa aby nikt im nie wytykal ich preferencji seksualnych, ze sami zagladaja farmerowi do obory i chlewika, byleby tylko udowodnic, ze sami niczego zlego nie robia.

Do dyskusji wlaczyla sie takze organizacja PETA walczaca o tzw.„prawa zwierzat” popierajac stanowisko homoseksualistow. Moze sie zaczac bojkot farmerow z Oregonu, tak ze farmerzy z innych stanow przestrasza sie i przestana zwracac uwage na homoseksualne zachowania swoich owiec, ktore przestana sie rozmnazac. Pocignie to za soba wzrost kosztow produkcji baraniny i skor baranich, produkcja przestanie sie oplacac i jak chodowcy nie dostana pomocy od rzadu czyli z kieszeni podatnika to pojda z torbami.

Miejmy tylko nadzieje, ze organizacje homoseksualne, ktore juz teraz maja potezny wplyw na politykow, nie wymusza na nich zakazu uboju zwierzat o tej samej „orientacji seksualnej” bo wtedy trzeba by te zwierzeta trzymac az do smierci a nawet dawac im dla zaspokojenia ich seksualnych potrzeb, mlode owieczki. Chodowla i rolnictwo stalyby sie zatem prawdziwym snobizmem dla poszczegolnych rzadow, ktore i tak teraz trwonia na nie miliardy.

Jak podaje na zakonczenie autor tej historii Bartlomiej Rabij, jest pewien budujacy wniosek wynikajacy z calej afery. Otoz weterynarze radzac sobie z baranami-pederastami udowodnili, ze homoseksualizm to w wiekszosci przypadkow rozstroj hormonalny, ktory latwo da sie wyleczyc. I powinni nim sie zajmowac nie psychiatrzy, ktorzy przeglosowali, ze to wcale nie choroba tylko endokrynolodzy.

Z homoseksualizmem borykaja sie nie tylko zwierzeta ale takze ludzie. Dla przykladu, Kosciolowi anglikanskiemu grozi schizma na skutek dzialania jego galezi zwanej Kosciolem Episkopalnym w Stanach Zjednoczonych jaka przyjal w stosunku do homoseksualistow. Kosciol Episkopalny w Stanach w roku 2003 wyswiecil na tzw. „biskupa” niejakiego Gene Robinson, ktory jawnie zyje w zwiazku homoseksualnym. Udzielaja oni takze „blogoslawienstw” jak to nazywaja dla par homoseksualnych. Lamia w ten sposob zalecenia swiatowego Kosciola Anglikanskiego, ktory zabrania tego typu praktyk. Niedawno odbyl sie swiatowy synod Kosciola Anglikanskiego w Dar es Salaam w Tanzanii. Na synodzie zapadla decyzja, zeby dac czas osmiu miesiecy na „opamietanie sie” Kosciolowi Episkopalnemu w Stanach Zjednoczonych tak aby zaprzestal „blogoslawienstw” par homoseksualnych i podobnych praktyk. Nie wiadomo jednak czy ta grozba przyniesie skutek bo niektore zajadle feministki, ktore pelnia role „ksiezy” w tym Kosciele Episkopalnym, juz zabraly glos stwierdzajac, ze amerykanski kosciol nie podda sie presji i nie odwroci karty historii zaprzestajac praktyk mianowania homoseksualistow ksiezmi i biskupami i „blogoslawienstw homoseksualistow”.

Przynajmniej homoseksualne barany i owce nie wiedza co czynia w przeciwienstwie do niektorych ludzi, ktorzy maja pelna swiadomosc tego co robia.

Dla Radia „Polmysl” mowil Robert Varin. Do widzenia Panstwu.

Waterloo, 24 luty 2007

 

 

 


 

WIDZIANE PRAWYM OKIEM (59)(28-1-07)

Robert A. Varin

Dzień dobry Państwu.

Witam radiosłuchaczy radia “Polmyśl” w pierwszym w roku 2007 wydaniu felietonu “Widziane Prawym Okiem”.

Sledzac uwaznie okres rzadow prezydenta Busha od momentu kiedy zostal wybrany na pierwsza kadencje prezydencka okolo 6 lat temu, zauwazam powiekszajaca sie rozbieznosc pomiedzy prawdziwie konserwatywnym charakterem jego polityki wewnetrznej a charakterem polityki zagranicznej, ktora trudno by nazwac konserwatywna. Pomimo przyrzeczen skladanych w pierwszej kampanii wyborczej, ze nie bedzie staral sie budowac demokracji poza granicami Stanow Zjednoczonych, tak jak probowal to robic jego poprzednik Clinton, zdecydowal sie zaatakowac najpierw Afganistan gdzie obalil w sumie legalny bo formalnie uznawany przez wiele panstw rzad Talibow i wprowadzil na stolec prezydencki Hamida Karzaia, przywiezionego jak to sie kiedys w „komunie” mowilo, „w teczce”, pozorujac niby „legalne” wybory w Afganistanie. Problem polega tylko na tym, ze zgodnie z prawem miedzynarodowym, wybory przeprowadzone w jakimkolwiek kraju, w ktorym stacjonuja obce wojska okupacyjne sa z gruntu prawa nielegalne. Ale tym sie juz sie malo kto przejmuje, biorac pod uwage, ze wiekszosc ludzi na ziemi ma znikoma wiedze w tej dziedzinie. Tymniemniej jakos nie przekonal Talibow, ze powinni sie owej „demokracji na obcych bagnetach”  podporzadkowac i ci dalej niepokornie walcza z obcymi wojskami, ktore najechaly ich kraj. W koncu Talibowie to glownie Pasztuni czyli rdzenni Afganczycy. Podobny scenariusz „budowania demokracji” zastosowal Bush w Iraku, gdzie jak wszyscy wiemy skonczylo sie to absolutna katastrofa. Jak na dzisiaj prawie 3100 zolnierzy amerykanskich zabitych, okolo 40,000 rannych i chorych i okolo 100,000 zabitych cywilnych Irakczykow, nie mowiac o rannych i chorych Irakczykach, ktorych nikt nie liczy. Wojna w Iraku trwa dluzej niz okres w jakim Stany Zjednoczone walczyly w czasie drugiej wojny swiatowej. Duzo wiecej zolnierzy Amerykanskich zostalo zabitych w Iraku w pierwszych 45 miesiacach wojny niz w tym samym czasie w Wietnamie w latach 60-tych. Podobnie jak w Afganistanie, zbrojna interwencja amerykanska obalila calkowiecie legalne wladze Iraku, uznawane na calym swiecie, ktore mialy przedstawicielstwo w Organizacji Narodow Zjednoczonych. W sumie Saddam Hussein nie byl taki straszny bo Irak za jego rzadow mial doskonale zorganizowana sluzbe zdrowia, dobrze wyposazone szpitale, pierwszorzedne szosy, dobrze prosperujace uniwersytety, i jak sam pamietam pod koniec lat 70-tych i na poczatku lat 80-tych cala masa studentow Irackich studiowala za granica miedzy innymi w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych, za panstwowe stypendia fundowane przez rzad Saddama Husseina. Osobiscie cenie Saddama, za jeszcze jedna rzecz, a mianowiecie za to, ze bezlitosnie tepil komunistow i gdzie mogl to wyrzynal w pien komusze nasienie. Za to po wielu latach zaplacil wlasna glowa, stracony na szubiennicy. A komuchy znow sobie dobrze zyja w Bagdadzie, bo jak tylko Amerykanie weszli do Bagdadu to natychmiast zezwolili na reaktywowanie Komunistycznej Partie Iraku! I tak to wyglada amerykanska demokracja. I teraz Irackie komuchy maja nawet wlasnych poslow w ichnim „parlamencie”.

Na domiar wszystkiego zlego jakie sie narobilo na skutek polityki zagranicznej Busha, to jeszcze teraz dochodzi sprawa planowanego nuklearnego ataku na Iran. General Leonid Ivashov, wice-przewodniczacy Akademii Spraw Geopolitycznych i byly  szef sztabu sil zbrojnych Rosji przewiduje, ze amerykanski atak nuklearny na Iran nastapi pod koniec kwietnia tego roku. Nawet strach pomyslec  jakie to moze przyniesc skutki polityczne i gospodarcze dla calego swiata. Przez ta swoja idiotyczna polityke zagraniczna, Bush calkowicie spapral cala swoja druga kadencje prezydencka. A wielka szkoda bo to moze przyniesc fatalne konsekwencje w wyborach prezydenckich w 2008 roku. Pani Hilary Clinton, zona bylego prezydenta Billa Clintona zglosila swoja kandydature z ramienia Partii Demokratycznej na prezydenta Stanow Zjednoczonych w 2008 roku i ma olbrzymie szanse zwyciestwa. A to by calkowicie pograzylo Partie Republikanska i wszystkich zdrowo myslacych konserwatystow bo wtedy pelnia wladzy ustawodawczej (Kongres i Senat) i wykonawczej (Prezydent) znalazla by sie w rekach Demokratow czyli liberalow o podobnym zabarwieniu jak nasi rodzimi socdemoliberalkowie z partii Liberalnej w Kanadzie. Znow by forsowali problemy malzenstw homoseksualnych, ustaw zakazujacych krytyke zachowan homoseksualnych, badania nad embrjonami, klonowanie, eutanazje, aborcje w trzecim trymestrze i tym podobne. Jesli padnie konserwatywna administracja amerykanska to juz nie bedzie zadnej ostoi dla nas kanadyjskich konserwatystow. I bedzie jeszcze gorzej niz teraz, kiedy to katolicki radny John DeCicco zostal skazany w Brytyjskiej Kolumbii na $1,000 grzywny za to, ze publicznie powiedzial iz homoseksualny styl zycia jest nienaturalny i chory. Zostal oskarzony, ze szerzy „nienawisc” przeciw sodomitom. Jesli opanowany przez liberalow Kongres amerykanski przeglosuje ustawe H.R. 254, mowiaca o “przestepstwie nienawisci” w stosunku do homoseksualistow, to takie same sady i kary beda czekaly naszych sasiadow za miedza. I dlatego tez z wielkim zalem patrze jak Bush, w ktorego wierzylem jak obejmowal urzad przezydencki 6 lat temu sam sobie strzela juz nie tylko w stope ale w glowe niszczac wszystko to co z takim mozolem zbudowal w polityce wewnetrznej poprzez kompletne fiasco polityki zagranicznej.  

Dla Radia „Polmysl” mowil Robert Varin. Do widzenia Panstwu.

Waterloo, 27 styczen 2007

 


 

WIDZIANE PRAWYM OKIEM (57)(26-11-06)

Robert A. Varin

Dzień dobry Państwu.

Witam radiosłuchaczy radia “Polmyśl” w kolejnym wydaniu felietonu “Widziane Prawym Okiem”.

W zyciu politycznym Kanady na czolowe  miejsca wybijaja sie dwie wiadomosci. Jedna to ogloszony dwa dni temu przez Ministra Finansow Jima Flaherty budzet, a druga to propozycja legislacji, ktora uznaje Quebec jako „narod” (nation) ale bedacy czescia panstwa kanadyjskiego, przedstawiona przez premiera Harpera w Parlamencie. Jesli chodzi o budzet to na wiele nie mozemy liczyc. Flaherty oglosil, ze wedlug wizji konserwatystow najwazniejsze bedzie zlikwidowanie zadluzenia do roku 2021, przez co Kanadyjczycy beda placic mniej podatkow bo spadnie suma odsetek placonych od dlugu. Zapowiedzial tez obnizenie GST o dodatkowy 1% do roku 2011. Na teraz, mamy niewielkie obnizki podatkow, ktore oszczedza kanadyjskiej rodzinie „olbrzymia” sume bo srednio „az” 92 dolary rocznie na podatkach. Zlikwidowanie dlugu do roku 2021 to zbozne dzielo ale wielu juz tego szczescia moze nie dozyc a rzad konserwatywny moze tez dlugo wczesniej przestac rzadzic. To moze nie byc nawet takie odlegle jesli dalej beda tracic popularnosc, jak sie popatrzy na wyniki badan opinii publicznej, w ktorych zaczynaja umiejscawiac sie za Liberalami. Problemem, ktory moze „zalatwic” konserwatystow jest udzial wojsk kanadyjskich w wojnie o budowe „demokracji” w Afganistanie. Tak jak kiedys Zwiazek Sowiecki staral sie „budowac” „demokracje socjalistyczna” w wielu panstwach tzw. Trzeciego Swiata, w tym tez w Afganistanie przez 10 lat, tak teraz Kanada tez sie przejela swoja rola budowania „demokracji” w Afganistanie. Jak wynika z doniesien prasowych dzien po ogloszeniu  budzetu okazalo sie, ze wojna w Afganistanie kosztowac nas bedzie jako podatnikow, bagatela, 700 milionow dolarow przez nastepne dwa lata, przez ktore Kanada zamierza pozostawac w Afganistanie i budowac tam coraz wiecej tej „demokracji”. O wyslaniu wojsk kanadyjskich do Afganistanu zadecydowal rzad liberalny bylego premiera Paula Martina. Zgodnie z pierwotnym planem Kanadyjczycy mieli tam przebywac do roku 2007. Harper chcial sie przypodobac Bushowi i konserwatysci przedluzyli pobyt Kanadyjczykow o nastepne 2 lata. Teraz Republikanie w Stanach stracili wiekszosc w Kongresie i Senacie i Bush zostal z przyslowiowa „reka w nocniku” a razem z nim nasz premier Harper. Jak to ma byc „konserwatywna” polityka to ja juz nic z tego nie rozumiem. Z moich obserwacji wynika, ze generalnie konserwatysci „wykladaja” sie na polityce zagranicznej. Bush przegral Kongres i Senat z powodu wojny w Iraku a nasz Harper najprawdopodobniej dostanie kopa z powodu wojny w Afganistanie, ktora jest po prostu nie do wygrania. Szkoda, bo Bush i Harper maja w sumie calkowicie prawidlowa polityke wewnetrzna, a w szczegolnosci Bush.

Swoja droga, zamiast zaprowadzac „demokracje” w Afganistanie, Harper powinien zajac sie stanem demokracji kanadyjskiej. Ta cudowna demokracje kanadyjska odczulem na wlasnej skorze tego lata. Zamowilem w amerykanskim wydawnictwe „Noontide” ksiazke znanego historyka brytyjskiego Davida Irvinga pod tytulem „Hitler’s War” (Wojna Hitlera). Zamiast ksiazki, 7 czerwca tego roku dostalem oficjalny list z Canada Border and Services Agency, czyli sluzby celnej, ktory stwierdzal, ze ksiazka zostala zatrzymana na granicy (detained) pod zarzutem, ze jest „obscene” czyli obsceniczna. Napisano takze, ze ksiazka zostala wyslana do zbadania jej tresci do urzedu w Ottawie o pieknej nazwie „Prohibited Importations Unit”, czyli w prostej polskiej mowie do Urzedu Cenzury! Jak to zobaczylem to zaczalem sie zastanawiac w jakim kraju ja zyje bo jeszcze dobrze pamietam jak dzialal Panstwowy Urzad Cenzury na ulicy Wiejskiej w Warszawie w czasach kiedy Polska rzadzila Partia Robotnicza, ktora dbala o prawidlowe myslenie obywateli kraju zwanego PRL. Sprawa czy ksiazka nadaje sie do czytania w Kanadzie miala byc rozstrzygnieta w ciagu 30 dni. Zadzwonilem do Canada Border and Services Agency z prosba o wyjasnienie i mila urzedniczka mi wyjasnila, ze zgodnie z kanadyjska demokracja sluzba celna naszego wspanialego kraju ma absolutne prawo zatrzymywac jakikolwiek srodek masowego przekazu czy to ksiazke, CD, tasme, czasopismo itd. tak aby urzad cenzury w Ottawie mogl zbadac czy to przypadkiem nie zagraza czystym, prostym i zdrowym umyslom i duszom kanadyjskich obywateli. Dokladnie po 30 dniach jak stanowia przepisy czyli 7 lipca dostalem oficjalne pismo z „Prohibited Importations Unit” w Ottawie podpisana przez „Senior Program Officer” (bez podania zadnego nazwiska ani nawet numeru sluzbowego), ktory laskawie stwierdzal, ze „The following goods have been examined and their importation into Canada is allowed”. Czyli ksiazka okazala sie „czysta” w oczach kanadyjskich cenzorow. Po kilku dniach dostalem ksiazke, ktora chyba dla utajnienia zawartosci zostal mi przeslana w pudelku po tonerze do kserografu. Dla ciekawosci musze dodac, ze w owym tajnym urzedzie cenzury ksiazka byla badana pod katem podejrzenia o „hate propaganda” czyli „propagande nienawisci” jak bylo to wpisane na oficjalnym formularzu. Skad ta „propaganda nienawisci” moglem sie tylko domyslac. Otoz zupelnie bez mojej wiedzy wydawnictwo, w ktorym zamowilem ksiazke, dolozylo do ksiazki kilka broszurek z ktorych dwie mialy nastepujace tytuly: „A Look at the Powerful Jewish Lobby” i „Iraq: A War for Israel” (w tlumaczeniu „Spojrzenie na potezne lobby zydowskie” i „Irak: wojna dla Israela”). Jak z tego widac kazda publikacja sprowadzana prywatnie do Kanady a ktora ma w tytule „Zyd” albo „Zydowski” czy „Israel”  budzi wyjatkowa czujnosc naszych celnikow. Chcialem o calej sprawie porozmawiac z Andrew Telegdi, ktory niby ma nas maluczkich reprezentowac w Parlamencie ale nic z tego nie wyszlo bo moje nagabywania o spotkanie z nim ignorowala jego osobista sekretarka, tak ze w koncu dalem sobie spokoj. Tyle na temat kanadyjskiej „demokracji”.  

Przechodzac do spraw swiatowych w ostatnich dniach prasa rozpisuje sie o sensacyjnym „otruciu” bylego pracownika rosyjskiej federalnej sluzby wywiadowczej, Litwinowa, ktory poprosil o azyl polityczny w Wielkiej Brytanii w roku 2000. Umarl on wczoraj w szpitalu w Londynie otruty substancja radioaktywna a przed smiercia oskarzyl prezydenta Rosji Putina, ze kazal go otruc.  Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, ze sekcja zwlok wykazala, ze Litwinow zmarl na skutek spozycia radioaktywnego pierwiasta „ Polonium-210”. Dla tych z panstwa, ktorzy sie nie orientuja, „Polonium-210” to jest pierwszy pierwiastek radioaktywny jaki odkrylo w 1898 roku malzenstwo Piotr i Maria Curie-Sklodowska. Nazwany tak zostal na czesc pierwszej ojczyzny Marii Sklodowskiej, Polski. Pierwiastek ten jest otrzymywany jako odpad radioaktywny przy wzbogacaniu uranu ale jego ilosc produkowana na calym swiecie w ciagu roku jest minimalna bo zaledwie 100 gramow. Dlaczego akurat rosyjskie sluzby specjalne gdyby chcialy otruc Litwinowa uzyly tak rzadkiego srodka chemicznego jest dla mnie nie do pojecia. Wystarczyla by napewno jakas inna bardziej konwencjonalna trucizna dzialajaca z opoznieniem albo strzal w glowe z pistoletu z tlumikem. Tym niemniej jesli to prawda to mozna powiedziec ze ironia losu rosyjski szpieg zostal otruty pierwiastkiem chemicznym wynalezionym przez Polke.

Dla Radia Polmysl mowil Robert Varin. Do widzenia Panstwu.

Waterloo, 25 listopad 2006.

 

 

 
 
WIDZIANE PRAWYM OKIEM (56)(23-4-06)
Robert A. Varin
Dzień dobry Państwu.
Witam radiosłuchaczy radia “Polmyśl” w kolejnym wydaniu felietonu “Widziane Prawym Okiem”.
Dzisiaj zamiast mojego wlasnego felietonu postanowilem przekazac panstwu felieton Stanislawa Michalkiewicza, ktorego satyryczne felietony bardzo lubie poniewaz napisane sa doskonala polszczyzna. Tekst tego felietonu jest na ustach wszystkich w Polsce. Wygloszony on zostal w Radiu Maryja w dniu 29 marca o godz. 20:50. Po wygloszeniu tego felietonu Stanislaw Michalkiewicz zostal oskarzony o antysemityzm przez srodowisko „Gazety Wyborczej”, potępiony przez Marka Edelmana, Marka Jurka, Radę Etyki Mediów, niektorych biskupow, a bardzo niedawno nawet ojciec Rydzyk przeprosil sluchaczy w imieniu Radia Maryja. Dobrze jest aby radiosluchacze poznali ten tekst i sami wyrobili sobie zdanie na jego temat czy redaktor Michalkiewicz przekroczyl w nim jakies granice i rozpoczeli dyskusje na ten temat.  Tytuł pochodzi od redakcji tygodnika Najwyzszy Czas, z ktorego strony internetowej sciagnalem elektroniczne wydanie felietonu Michalkiewicza. Polecam tez felieton Jacka Bartyzela z tygodnika „Goniec”, z 21-27 kwietnia 2006 w ktorym opisuje kampanie prowadzona w Polsce przeciwko Stanislawowi Michalkiewiczowi.
 
Tekst ktory  wstrzasnal elitka
Stanislaw Michalkiewicz

 
Właśnie zakończyły się wybory i na Białorusi, i na Ukrainie, więc jest okazja do podsumowania efektów naszej polityki wschodniej. Wybory na Ukrainie miały charakter demokratyczny, co potwierdziła nawet Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. I całe szczęście, bo demokratyczny charakter wyborów na Ukrainie to dla nas jedyna pociecha. Tego samego dnia bowiem, gdy odbywały się tam demokratyczne wybory, Ukraina wprowadziła embargo na import polskiego mięsa i wędlin. Więc gdyby nie ten uznany demokratyczny charakter wyborów, to nie mielibyśmy nawet czym się pocieszyć, no a tak - to bardzo się cieszymy. Niestety, na Białorusi wybory już demokratyczne nie były, także nawet i takiej pociechy z naszej polityki wschodniej nie mamy.
 
Tymczasem, gdy my tu jesteśmy zajęci wprowadzaniem demokracji na Ukrainie i Białorusi, od tyłu zachodzą nas Judejczykowie, próbując wymusić na naszym rządzie zapłatę haraczu zwanego dla niepoznaki rewindykacjami. Ale - od początku.

Te rewindykacyjne żądania pojawiły się już w połowie lat 90., kiedy Polska ogłosiła, że chce przystąpić do NATO. Środowiska żydowskie, głównie w Ameryce, zażądały wtedy od rządu polskiego łapówki z tego tytułu. I rząd tę łapówkę zapłacił. Przybrała ona postać ustawy o stosunku państwa do gmin wyznaniowych żydowskich, przewidującej przekazanie majątku po dawnych gminach żydowskich w Polsce kilku gminom istniejącym oraz - Organizacji Restytucji Mienia Żydowskiego w Nowym Jorku. Mówię o łapówce, bo z punktu widzenia prawnego żaden "zwrot" mienia ani gminom, ani tym bardziej nowojorskiej Organizacji się nie należał. Ale stało się i mówi się: trudno.

Zachęcony tymi łatwymi pieniędzmi Światowy Kongres Żydów, główna firma koncernu holokaustowej industrii, ustami swego ówczesnego sekretarza, pana Izraela Singera, zażądała od Polski kolejnego haraczu. Tym razem chodziło o mienie pozostawione przez Żydów zabitych w czasie wojny przez Niemców. Pan Singer wprawdzie ani ich brat, ani swat, ale z dużym tupetem zagroził Polsce, że jeśli nie zastosuje się do żądań Kongresu i nie przekaże co najmniej 60 miliardów dolarów, to "będzie upokarzana na arenie międzynarodowej". Efektem tego "upokarzania" były awantury urządzane przez Żydów na terenie oświęcimskiego obozu, rozdmuchanie incydentu w Jedwabnem, a obecnie - przygotowania do wielkiej propagandowej imprezy w Kielcach w rocznicę tak zwanego "pogromu". To "upokarzanie" Polski postępuje równolegle do zdejmowania winy za wymordowanie Żydów z Niemców. Kontrolowana przez "przedsiębiorstwa Holokaustu" amerykańska prasa pilnuje się, żeby nigdy nie pisać o "Niemcach", tylko zawsze - o "nazistach", którzy nawet posługiwali się "nazistowskim" językiem, za to na Polsce używa sobie na całego, pisząc m.in. o "polskich obozach zagłady". No, ale Niemcy miliardów marek i nadal płacą,
zapłacili Izraelowi co najmniej 100 m.in. dostarczając okręty podwodne, więc jakiegoś winowajcę trzeba znaleźć, bo w przeciwnym razie świat mógłby sobie pomyśleć, że ci Żydzi poumierali śmiercią naturalną.

Żeby łatwiej rozmiękczyć Polaków i w ten sposób wyciągnąć od Polski co najmniej 60 miliardów dolarów, trzeba z jednej strony oczerniać nas przed światem jako naród morderców, a z drugiej - doprowadzać nas do stanu bezbronności wobec żydowskich żądań poprzez systematyczną tresurę w tak zwanej tolerancji i w tak zwanym dialogu. Owa tolerancja to nic innego jak przyjęcie żydowskiego punktu widzenia, zaś dialog - to nic innego jak potulne spełnianie wszystkich zachcianek "Przedsiębiorstwa Holokaust".

W tej tresurze ogromną rolę pełni "Gazeta Wyborcza", będąca zresztą osobliwym przykładem żydowskiej piątej kolumny na terenie Polski. Oto w grudniu ub. roku odwiedzili Polskę przedstawiciele władz izraelskich, żądając od rządu polskiego spacyfikowania Radia Maryja, które, nazywając rzeczy po imieniu, psuje "Przedsiębiorstwu Holokaust" interes. Jednocześnie "Gazeta Wyborcza" przypuściła niezwykle intensywny atak na Radio Maryja, pozyskując w charakterze tak zwanych "pożytecznych idiotów" również niektórych przedstawicieli duchowieństwa. W samym tylko grudniu naliczyłem w "Gazecie Wyborczej" aż 26 publikacji poświęconych Radiu Maryja, a wszystkie utrzymane mniej więcej w takim samym tonie, jakiego arcykapłan Kajfasz używał wobec Pana Jezusa. Ta gazetowa ofensywa miała na celu stworzenie atmosfery sprzyjającej ustępliwości rządu wobec żądań przedstawicieli izraelskich władz. Nawiasem mówiąc, wysunięte przez przedstawicieli izraelskich władz żądanie spacyfikowania Radia Maryja stanowiło bezprzykładną ingerencję w polskie sprawy wewnętrzne i zamach na wolność słowa i wolność mediów. Warto zatem pokazać, jak "Gazeta Wyborcza" realizuje zlecone zadania w dziedzinie kneblowania wolnych mediów w Polsce.

Po co była potrzebna ta akcja przeciwko Radiu Maryja w grudniu ub. roku? Ano po to, że 16 marca roku bieżącego zjawił się w Polsce pan Dawid Harris i po raz kolejny zażądał od rządu pieniędzy. Pan Harris stoi na czele Amerykańskiego Komitetu Żydowskiego. Jest to jeden z mniejszych zakładów "Przedsiębiorstwa Holokaust", ale jest to jego jedyna zaleta. W odróżnieniu od Światowego Kongresu Żydów, który idzie na całość i żąda od Polski co najmniej 60 miliardów dolarów, Komitet pana Harrisa chce tylko 2,5 miliarda. Jest mniejszy i tańszy, ale to jedyna jego zaleta, bo tak naprawdę, to nic nie może. Pan prezydent Kaczyński podczas swojej wizyty w Ameryce prosił go, żeby wstawił się za nami w amerykańskich mediach, by przestały pleść o "polskich obozach zagłady", ale pan Harris, mimo obietnic, nie ma na to żadnego wpływu, bo oto największe nowojorskie gazety używają tego określenia w najlepsze, bez oglądania się na pana Harrisa.

Więc 16 marca pan Harris pojawił się w Polsce po raz kolejny, stanowczo żądając pieniędzy. Niestety, tym razem uzyskał obietnicę, że rząd postara się załatwić tę sprawę "jeszcze w tym roku".

Dlaczego "niestety"? Dlatego, że z punktu widzenia prawnego żadne pieniądze ani panu Harrisowi, ani jego Komitetowi, ani Światowemu Kongresowi Żydów się nie należą. Zgodnie z prawem polskim, a konkretnie

- z przepisami dekretu z 8 października 1946 roku - prawo spadkowe - jeśli do 1 stycznia 1949 roku nie zostało przed polskim sądem wydane postanowienie o stwierdzeniu nabycia spadku - to taki spadek, jako tzw. utracony, przypada skarbowi państwa. Oznacza to, że menedżerowie "Przedsiębiorstwa Holokaust" zwyczajnie chcą od państwa polskiego te miliardy dolarów wyłudzić.

Dlaczego w takim razie rząd złożył im jakieś obietnice? Trzeba wyraźnie powiedzieć: wszelkie próby smarowania tego tłustego połcia pieniędzmi wyłudzonymi od Polski borykającej się z ekonomicznymi problemami są nie do pogodzenia z obroną narodowego interesu. Trzeba w związku z tym przypomnieć, że zarówno pan prezydent Kaczyński, jak i pan premier Marcinkiewicz obiecywali zwrócić szczególną uwagę na obronę interesu państwowego w stosunkach międzynarodowych. Niechże go więc bronią, zaś my życzymy, żeby nigdy nie zabrakło im odwagi, zwłaszcza gdyby jeszcze raz przyjechał pan Harris, nawet w towarzystwie naszego wroga pana Izraela Singera.
Tyle felieton Stanislawa Michalkiewicza.
Dla „Radia Polmysl” mowil Robert Varin. Do uslyszenia.
Waterloo, 22 kwiecien 2006.

 

 


 

WIDZIANE PRAWYM OKIEM (55)(26-3-06)

Robert A. Varin

Dzień dobry Państwu.

Witam radiosłuchaczy radia “Polmyśl” w kolejnym wydaniu felietonu “Widziane Prawym Okiem”.

W ostatnich dwoch tygodniach jestesmy znow poddawani „praniu mozgow” przez srodki masowego przekazu tutaj w Kanadzie a takze przez tzw. polskie, jesli ktos oglada polskie programy jak np. TV Polonia. Tematem tego „prania mozgow” sa wybory prezydenckie na Bialorusi. Jeszcze niedawno taka sama chece telewizyjna ogladalismy w zwiazku z wyborami prezydenckimi na Ukrainie. Bylo pomaranczowo w telewizorach od tej calej „pomaranczowej rewolucji”. Dla porzadku, zeby sprawy ustawic w persepktywie,  po „pomaranczowej rewolucji” niewiele zostalo. Wiktor Juszczenko, ktory zostal takim „rewolucyjnym” prezydentem juz zadbal aby wprowadzic zmiany do konstytucji, ktore gwarantuja mu zwiekszony zakres uprawnien, wcale nie mniejszy niz mial krytykowany przez niego poprzednik, Kuczma. Sojuszniczka Juszczenki w tej ‘pomaranczowej rewolucji”, niezaprzeczalnie bardzo przystojna pani Julia Timoszenko, jest teraz w opozycji i nie wiadomo po ktorej stronie sie opowie w nadchodzacych wyborach na Ukrainie, ktore maja sie odbyc wlasnie w ta niedziele, kiedy bedzie puszczany na antenie moj felieton. Partia Wiktora Juszczenki ma zaledwie 20% poparcia a partia jego przeciwnika, ktory przegral wybory prezydenckie, Wiktora Janukowicza, ma ponad 30% poparcia. A zatem piekna pani Julia ma tutaj decydujaca role do odegrania chociaz jak na gusta Juszczenki za duzo zada, bo znow chce byc premierem. Pokazuje to tez, ze te niby masowe poparcie dla Juszczenki tak okrzyczane w zachodnich i polskich mediach i podlane amerykanskim dolarowym sosem nie bylo takie znow wielkie bo pewnie nie wieksze niz te 20% poparcia, ktore ma teraz jego partia. Jak widac od samego poczatku chodzilo o cos innego a nie jakies tam zasady demokratyczne. Ale to nie wazne bo Juszczenko okreslil sie, ze jest „prozachodni”, cokolwiek to oznacza i Zachod za nim stoi murem bo to tzw. „Zachod” a szczegolnie pewne w nim grupy o okreslonym rodowodzie,  okreslaja kto jest a kto nie jest „demokrata”.

Napewno demokrata, wedlug „Zachodu”, nie jest wybrany ponownie ok. 80 procentami glosow, prezydent Bialorusi, Lukaszenko. Wrecz przeciwnie to „satrapa”, „autokrata”, „despota”, „byly komunista-aparatczyk”, „byly kierownik kolchozu” itd., ktory doprowadzil do nedzy biednych Bialorusinow i tylko zamyka ich do wiezien za demokratyczne protesty. I napewno dla wielu z radiosluchaczy, Bialorus jawi sie jako kraj zapyzialy, dechami zabity, cos taki czwarty swiat zaraz na wschodniej granicy Polski. Ale gdzie tam Bialorusi do Polski, kazdy pomysli. Polska to potega gospodarcza i demokratyczna a Bialorus, to ot taki sobie pryszcz z satrapa-prezydentem, ktory wygral wybory na skutek ich sfalszowania, jak to teraz bebnia bez przerwy w telewizji. I ten kto w kto uwierzyl, to niestety ma mozg kompletnie sprany propaganda i jest swietnym kandydatem do nowego wspanialego swiata „Zachodu” gdzie wiadomosci sa podawane w formie propagandowej papki a niewiele sie to rozni od propagandy jaka raczono nas w bolszewickiej PRL, tylko ze teraz kto inny ta papke podaje, o czym za chwile.   

Prawde o Bialorusi mozna bardzo latwo odkryc jak sie poczyta dane statystyczne, dostepne na internecie, a ktore w bardzo rzeczowy sposob podane zostaly w doskonalym artykule pana Zbyszka Koreywo w tygodniku „Goniec” z 17-23 marca 2006. Otoz zgodnie z danymi ONZ w 2001 roku bezrobocie w Polsce wynosilo ponad 20% w tym samym czasie na Bialorusi tylko 2%. Roczny wzrost gospodarczy przez ostanie lata rzadow „satrapy” Lukaszenki wynosil 10% co jak pisze pan Koreywo, „czyni ten kraj istnym tygrysem ekonomicznym na skale wieksza niz tylko europejska”. I dalej czytamy: „W 2003 roku, znowu zgodnie z danymi ONZ o rozwoju, Bialorus znajdowala sie na 53 miejscu na swiecie. Dla porownania w tym samym czasie Rosja ze swymi nieprzebranymi bogactwami naturalnymi miala pozycje 63-cia. W zakresie eksportu wyzszej technologii ten niepozorny kraj na obrzezach Europy wyprzedza nie tylko Australie (autor artykulu p. Koreywo mieszka w Australii-przypisek moj) ale takze Grecje i Norwegie”. W drugim artykule o Bialorusi Marian Szolucha (tez „Goniec” z 17-23 marca 2006) podaje dodatkowe szokujace dane o gospodarce Bialorusi: „ Bialorus odnotowala w 2004 roku wzrost (PKB-Produkt Krajowy Brutto) rzedu 11%. Inflacja od poziomu 108% w roku 2000 zmalala do 14% (prognoza na rok 2005 to 8-10%). Srednie place choc wciaz relatywnie niskie, rosna w tempie kilkunastu procent rocznie, a z nimi popyt wewnetrzny. 37% zagranicznych odbiorcow produkcji pochodzacej z tego kraju to kraje Unii Europejskiej. Bialorus moze sie zreszta pochwalic dodatnim saldem handlu zagranicznego z Polska (+200mln.USD).”

Tyle cytatow o gospodarce Bialorusi. Biorac to wszysko pod uwage nie mam cienia watpliwosci, ze Lukaszenko mogl bezproblemowo wygrac ponowne wybory wynikiem 80% i nie ma tu zadnego falszerstwa. Pytanie zatem zachodzi dlaczego media zachodnie prowadza taka bezpardonowa walke z Lukaszenka, w ktora zupelnie niepotrzebnie i bezsensownie wdala sie Polska, znowuz walczaca o „wolnosc wasza”, z ktorej Polska nie bedzie miala zadnych korzysci a tylko straty, jak juz wiele razy w historii sie to okazywalo. Odpowiedz jest bardzo prosta: jak nie wiesz  co chodzi to chodzi o pieniadze. Jak podaje pan Koreywo: „I tak w 2002 roku, Aleksander Lukaszenko, prezydent niepodleglej Bialorusi odmowil Georgowi Sorosowi sprzedazy za bezcen panstwowego przedsiebiorstwa, produkujacego jedne z najlepszych na swiecie samochodow ciezarowych BIELAZ (21 proc. produkcji swiatowej superciezkich wozow).” I dalej pan Koreywo pisze: „ Dla przypomnienia w Polsce scenariusz przejmowania majatku narodowego przez miedzynarodowe gangi wygladal nastepujaco: kwitnace przedsiebiorstwa raptem zaczely wpadac w dlugi, pracownicy zalili sie, ze nie wyplaca sie im pensji i juz na progu bankructwa zostawaly wykupywane za tzw. psie grosze przez obcy kapital. Nazywalo sie to bardzo ladnie-prywatyzacja”......”A tu nagle taka Bialorus, z 10 milionami obywateli, stanela okoniem i nie tylko nie sprzedala panstwowej wlasnosci ale na dodatek wyrzucila z Minska Fundacje Sorosa dla tzw. otwartego spoleczenstwa, znana w kraju nad Wisla pod nazwa „Fundacji Batorego”. Od tego tez czasu miedzynarodowe przekaziory rozpoczely zgodna kampanie ujadania pod adresem niepokornego Lukaszenki. Nie ulega tez najmniejszej watpliwosci, ze wiodaca role w tej sforze powierzono tzw. polskim mediom i tzw. polskim politykom. I tak w kraju gdzie brakuje pieniedzy na oswiate, sluzbe  zdrowia,  na renty i emerytury, gdzie setki tysiecy dzieci idzie spac glodne, gdzie bezrobotni nie maja z czego zyc - nagle setki milionow euro wydawane sa na antybialoruska rozglosnie radiowa, na druk antybialoruskiej literatury, plakatow, ulotek, na szkolenie zawodowych prowokatorow, majacych umozliwic przejecie wladzy w imieniu miedzynarodowej mafii, jak zwykle pazernej, okrutnej i cynicznej do wrecz niewiarygodnych granic”.

Pan Zbyszek Koreywo pisze tez dalej, ze polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych pod kierownictwem na szczescie bylego juz ministra, Adama Rotfelda, zrobilo prowokacje z wyborami w Zwiazku Polakow na Bialorusi organizujac nielegalne zebranie z odpowiednio dobranymi ludzmi, ktore wybralo nowe wladze z niejaka Andzelika Borys w roli glownej. Skonczylo sie to tym, ze Lukaszenko interweniowal w obronie prawowitych wladz Zwiazku Polakow na Bialorusi i pani Andzelika nie zdazyla objac krzesla prezesa a trzech pracownikow-prowokatorow ambasady polskiej w Minsku zostalo wydalonych z Bialorusi, co spowodowalo lawine oszczerstw na glowe Lukaszenki. Cala ta „akcja bialoruska” byla kierowana przez nieistniejacy juz, na szczescie, garnitur niby-polskiego MZS, pod kierownictwem Adama Rotfelda w rzadzie Marka Belki. Wydawaloby sie, ze nowy rzad PiS powienien byc bardziej rozsadny i natychmiast sie wycofac z tej calej prowokacyjnej gry wobec Bialorusi. Ale niestety jak wynika z ostanich posuniec tego rzadu, to jego rozsadek w polityce zagranicznej wydaje sie byc watpliwy. Najpierw podjeto kompletnie idiotyczna i o katastrofalnym znaczeniu dla Polski decyzje pozostawienia najemnego kontygentu wojsk polskich w Iraku, niby w ograniczonej liczbie ale w dalszym ciagu widzianego jako najemnicy amerykanscy. Nastepnie poslano na Bialorus tzw. obserwatorow na ostatnie wybory prezydenckie, w ktorych wygral Lukaszenko, a ktorzy pozniej pletli glupstwa w telewizji, gledzac o jakichs oszustwach wyborczych bez zadnego logicznego potwierdzenia. 

Celne sa slowa pana Koreywy kiedy pisze: „ Tak wiec chodzi o to, ze Bialorus chce sie rzadzic sama, bez niczyjej pomocy, to znaczy zabezpieczyc godziwy byt wlasnym obywatelom. No ale kto to slyszal zeby dzisiaj jakis kraj chcial sie rzadzic samodzielnie? Jugoslawia probowala i wiadomo, jak to sie skonczylo. Z drugiej strony tym wszystkim, ktorym sie zdaje, ze Lukaszenko jest rosyjskim pucybutem, warto przypomniec, iz zadarl z rosyjskimi „oligarchami”, Abramowiczem i Chodorowskim, ktorym w 2003 roku odmowil sprzedazy przemyslu naftowego. ...Oparl sie tez ten dzielny narod slowianski presji rosyjskiej, sterowanej przez Putina, by wziac Bialorus „pod opieke” Moskwy. Od tego tez czasu datuje sie szczegolna niechec Putina wobec Lukaszenki”.

Jak podaje pan Koreywo, redaktor rosyjskiego nacjonalistycznego czytaj: patriotycznego, dziennika „Ruskij Wiestnik” (Rosyjskie Wiadomosci”) tak ujal sprawe Bialorusi: „Nie ulega watpliwosci, ze istnieje zmowa niemiecko-syjonistyczna, wymierzona w kraje slowianskie. Spisek ten ma na celu „afrykanizacje” narodow slowianskich, zepchniecie ich na margines cywilizacyjny. Stad planowana dezorganizacja spoleczenstwa, bezrobocie, masowa nedza, demoralizacja i coraz dotkliwszy brak opieki medycznej. Stad powszechny dostep do aborcji, propagowanie bezdzietnosci, narkotyki, alkoholizm i brak perspektyw, zmuszajacy mlodych ludzi do poszukiwania pracy poza granicami kraju. Wykonanie tego szatanskiego planu, tajny rzad swiatowy powierzyl tzw. piatej kolumnie, ktora realizuje go z powodzeniem od 15 lat.”. Pan Zbigniew Koreywo komentuje to w ten sposob:” Tak wiec jesli przyjac, ze autor „Rosyjskich Wiadomosci” ma racje, jasne teraz sie staje, skad ta internacjonalistyczna nienawisc wobec malego narodu bialoruskiego, a w szczegolnosci wobec jego prezydenta Aleksandra Lukaszenki. Nie od rzeczy bowiem B. Geremek primo voto Bela Lewartow albo A. Kwasniewski (Stolzman) za kazdym razem, kiedy sie o nim wypowiadaja, uzywaja okreslen „dyktator”, „satrapa”, „autokrata”, „despota” itd. I juz to samo powinno byc dla wszystkich myslacych ludzi wystarczajacym dowodem, iz prezydent Bialorusi musi byc przyzwoitym czlowiekiem. Tyle tylko, ze kto to slyszal, zeby krajem rzadzil tuziemiec, w dodatku dbajacy o interesy wlasnego narodu. Trocki czyli Lejba Bronstein wraz z pokazna liczba kumpli w grobie sie ze zlosci przewraca”.

Dla Radia Polmysl mowil Robert Varin. Do widzenia Panstwu.

Waterloo, 25 marzec 2006

 

 


 

WIDZIANE PRAWYM OKIEM (54)(26-2-06)

Robert A. Varin

Dzień dobry Państwu.

Witam radiosłuchaczy radia “Polmyśl” w kolejnym wydaniu felietonu “Widziane Prawym Okiem”.

W ciagu ostaniego miesiaca jaki uplynal od mojego poprzedniego felietonu wiele sie zdarzylo, zarowno na naszym polonijnym podworku, w Kanadzie i na swiecie. Zaczynajac od spraw, ze tak powiem ”swojej polonijnej zagrody” to na naszych oczach rozwija sie farsa albo cyrk pod nazwa ”Kongres Polonii Kanadyjskiej”. Dla radiosluchaczy, ktorzy nie bardzo sie orientuja o co chodzi, krotkie podsumowanie.  Otoz pod koniec listopada 2005 roku odbyl sie Nadzwyczajny Walny Zjazd Kongresu Polonii Kanadyjskiej, na ktorym urzedujacy zarzad KPK z jego prezesem panem Grzegorzem Sobockim zostal odwolany i rozwiazany przez glosujaca wiekszosc delegatow organizacji kongresowych uczestniczacych w Zjezdzie. Jak mowia protokoly i sprawozdania osob bioracych udzial w Zjezdzie, to pan Sobocki po przegranym glosowaniu podszedl do mikrofonu, publicznie zlozyl oswiadczenie, ze zgadza sie z wynikami glosowania i ustepuje ze stanowiska prezesa, podziekowal rozwiazanemu zarzadowi za wspolprace i opuscil sale. Prace Zarzadu KPK na czas do nastepnego Walnego Zjazdu przejela Rada Kongresu. I wszystko byloby dobrze gdyby nie fakt, ze pan Sobocki, gdzies tak chyba na poczatku stycznia tego roku, zmienil zdanie! Otoz nagle, zaczal podwazac prawomocnosc odbytego Nadzwyczajnego Walnego Zjazdu twierdzac, ze to nie byl ”Walny Zjazd” a tylko „Nadzwyczajny Zjazd”, ktory nie mial prawa przeprowadzac glosowania nad rozwiazaniem jego zarzadu. Sprawa, w calej tej smiesznej dyskusji kreci sie jak pies za ogonem dookola slowa „Walny” i strony powoluja sie na interpretacje punktow Statutu KPK. Teraz pan Sobocki, przy po poparciu kilku innych osob ze zlikwidowanego zarzadu twierdzi, ze jest dalej legalnym prezesem Zarzadu Glownego KPK i zarzad dalej urzeduje. Poniewaz Rada Kongresu zmienila zamki w drzwiach wejsciowych do siedziby budynku KPK przy 288 Roncesvalles w Toronto zeby nie wpuscic tam pana Sobockiego, to pan Sobocki ”urzeduje” sobie teraz z jakiegos wynajetego pomieszczenia chyba w Oshawa, rozsylajac stamtad placzliwe apele o poparcie Polonii. Byloby to moze po prostu smieszne gdyby pan Sobocki ograniczyl sie tylko do plakania w mankiet ale ostatnio jak napisal ktos w liscie do torontonskiego tygodnika „Goniec”, wlaczyl sie nawet  w „wielka polityke” i wyslal list do nowo wybranego Prezydenta Rzeczypospolitej, Lecha Kaczynskiego, ”w imieniu Polonii”. W przedostatnim numerze tygodnika ”Goniec”, byl zamieszczony wywiad z panem Sobockim gdzie przedstawial on swoje „racje”. Trudno bylo ta gadanine pana Sobockiego czytac bo braklo tam jakiejkolwiek spojnej logiki wypowiedzi. Zastanowilo mnie glownie to, ze pan Sobocki stwierdzil, ze chce „dotrwac do pazdziernika” kiedy to odbedzie sie nastepny Walny Zjazdu KPK. Nie bardzo rozumiem dlaczego chce „dotrwac”? Czy wedlug pana Sobockiego to on bedzie zwolywal ten Walny Zjazd czy tez Rada Kongresu? Czy moze beda dwa niezalezne Zjazdy, jeden zwolany przez pana Sobockiego a drugi przez Rade Kongresu? Facet w ogole sie zachowuje bez zadnego honoru. Niezaleznie od dyskusji nad taka czy inna interpretacja Statutu KPK, to fakt, ktory jest dla mnie najwazniejszy, to publiczna rezygnacja pana Sobockiego po przegranym glosowaniu w listopadzie 2005. Jak ktos rezygnuje ze stanowiska to koniec i kropka. Nie ma odwrotu. Idac „w slady” pana Sobockiego np. Paul Martin, ktory przegral nie taka znowuz wielka przewaga wybory federalne, moglby nagle zaczac twierdzic, ze zmienil zdanie i chce by go dalej traktowano jako „Prime Minister of Canada”. Oczywiscie, kazdy powie, ze jest to smieszne i mozna to tylko traktowac jak glupi zart. Ale jak widac nie przeszkadza to panu Sobockiemu, ktory jest typowym okazem, kogos kogo w dawnej Polsce nazywano „pieniaczem”, jesli ktos jeszcze pamieta to slowo. Polonia zaczyna miec tego wszystkiego dosyc i w ostatnim numerze tygodnika „Goniec” na str. 47 zamieszczony jest komunikat KPK Okreg Mississauga, ktory popiera postanowienia Nadzwyczajnego Walnego Zjazdu i apeluje do pana Sobockiego i jego poplecznikow aby zaprzestali tej szkodliwej dzialalnosci, ktora nie przynosi nic dobrego Polonii w Kanadzie.

Cala ta checa z panem Sobockim, powoduje kompletny upadek prestizu KPK, ktory i tak przez ostatnie 15 lat od czasu upadku PRL-u, zmniejszyl sie do prawie zera. Za czasow istnienia PRL-u, KPK laczyl cala Polonie w trwalym froncie walki z komunizmem, stojac na stanowisku legalnosci Rzadu RP na Uchodzstwie i prowadzac prace patriotyczne wsrod Polonii. Przez ostatnie 15 lat rola KPK zaczela zanikac. Kongres nie potrafil sie znalezc w nowej rzeczywistosci, nie potrafil wypracowac nowej linii politycznej, na stanowiska prezesow Zarzadu Glownego wybierano coraz to gorszych kandydatow, Zarzad Glowny uwiklal sie w rozne procesy sadowe tracac praktycznie wszystkie fundusze na dzialalnosc jakie wypracowano przez wiele lat pracy poprzednich zarzadow. I wlasciwie teraz, czy ktos z reka na sercu mi powie, ze pozycja spoleczna Polonii w Kanadzie czy tez w kraju naszego pochodzenia, Polsce,  zalezy w jakimkolwiek stopniu od istnienia KPK? Niestety, smutne to ale szczera odpowiedz jest taka, ze KPK czy istnieje czy nie, to dla nas  wszystko jedno. Zachodzi zatem pytanie czy jest celowe utrzymywanie tej instytucji a przynajmniej w takiej formie jak obecna. Predzej czy pozniej wiele osob, ktore w jakis sposob dzialaja dla Polonii zacznie sobie to pytanie zadawac zadajac jednoznacznej odpowiedzi.   

Miesiac styczen przyniosl nam tez nowy federalny rzad konserwatywny w Kanadzie. Niestety, mniejszoscowy. Szanse rzadow mniejszoscowych na dluzsze rzadzenie, jak pokazuje praktyka, nie sa duze. Predzej czy pozniej „wykladaja” sie na glosowaniu tej czy innej ustawy a przewaznie nowego budzetu. Nadzieje sa takie, ze konserwatysci do tego czasu zanim „padna” na jakies ustawie, nabiora duzej popularnosci wsrod spoleczenstwa i kolejne wybory wygraja bezwzgledna wiekszoscia. Czy to sie uda, zobaczymy. Chociaz start Stephena Harpera jako nowego szefa rzadu nie byl zbyt szczesliwy i to na skutek jego wlasnych, moim zdaniem nieprzemyslanych poczynan. Po pierwsze, mianowal ministrem handlu w nowym rzadzie, niejakiego Emersona, ktory wygral wybory w swoim okregu w Vancouver startujac jako Liberal. Po zorientowaniu sie, ze  Liberalowie przegrali wybory, sprytny Emerson natychmiast. jak to sie mowi, zmienil barwy i przeniosl sie do partii konserwatywnej. Podobnie zrobila to swego czasu Linda Stronach, przechodzac do partii Liberalnej, za co owczesny lider liberalow Paul Martin nagrodzil ja fotelem ministerialnym. Nazwane to bylo przez wielu konserwatystow, bardzo dosadnie, ale slusznie, „prostytucja polityczna”. Taka sama „prostytutka polityczna” jest Emerson a w jego sytuacji jest to nawet paskudniejsze, bo zrobil to zaraz po zorientowaniu sie, ze wybory wygrali konserwatysci, czyli ze wzgledow calkowicie koniunkturalnych, wietrzac dobra posadke w nagrode. Tacy ludzie jak Emerson nie budza mojej sympatii, bo rozumiem, ze nawet komunista po latach moze nawrocic sie na wiare katolicka i calkowicie zmienic poglady ale niech mi ktos nie mowi, ze w jeden dzien po wyborach, bedac poprzednio liberalem mozna nagle stac sie konserwatysta. Tacy ludzie to dla mnie zwykle szuje, ktore tylko czekaja zeby znalezc dobre „koryto”. Dlaczego Stephen Harper mianowal takiego czlowieka ministrem w nowym rzadzie jest dla mnie nie tylko niespodzianka ale rzecza ktorej nigdy bym sie po Harperze nie spodziewal i ktorej nie rozumiem.

Drugie posuniecie rzadu Harpera, ktore mi sie za bardzo nie podoba to wysylanie duzego, kilkutysiecznego kontygentu wojsk kanadyjskich do Afganistanu. Nie jestem tu odosobniony bo niedawne badanie opinii publicznej stwierdzilo, ze wiekszosc kanadyjczykow jest przeciwna angazowaniu sie Kanady na taka skale w Afganistanie. Wojna w Afganistanie jest nie do wygrania, jak wskazuje na to historia wszystkich wojen partyzanckich. Zadna strona takiej wojny w zdecydowany sposob nie wygrywa ale takze nie przegrywa. Wojny takie trwaja latami i drenuja finanse panstwa, ktore jest agresorem i prowadzi wojne na obcym terenie. Wojska amerykanskie zaatakowaly Talibow w Afganistanie w 2001 roku. Padaly kolejne bunczuczne zapewnienia kolejnych generalow amerykanskich o calkowitym zniszczeniu talibanskiego ruchu oporu, zaprowadzeniu demokracji i inne takie banialuki. Oczywiscie wszystko to pod przykrywka tzw. „wojny z terroryzmem”. Sama nazwa „wojna z terroryzmem” jest bezsensownym zlepkiem slow bez zadnego znaczenia, gdyz „terroryzm” to jest taktyka walki z przeciwnikiem a nie jakis konkretny wrog. Oczywiscie 5 lat po wszystkich tych bunczucznych zapewnieniach amerykanskich, Talibowie czuja sie bardzo dobrze i dalej atakuja wojska amerykanskie i innych krajow europejskich, ktore w swojej glupocie wdaly sie w ta bezsensowna wojne. Straty amerykanskie w ciagu 5 lat to 276-u zabitych, okolo 1000 ciezko rannych a po stronie kilku innych panstw europejskich to 65 zabitych. Nie mowiac o wydanych miliardach dolarow na prowadzenie tej idiotycznej wojny z nikim i o nic. I do tego szamba pakuje sie Kanada wlasciwie nie wiadomo po co i jaki jest cel tego zaangazowania. A prosze caly czas pamietac o czyms co kilka juz razy podkreslalem: pieniadze jakie wydaje rzad nie sa jego wlasnoscia bo on ich nie wytwarza! Placimy za to wszystko my nedzne mrowki podatnicy. I to jest powod dla ktorego uwazam decyzje wysylanie wojsk kanadyskich do Afganistanu za kompletnie poroniona. I to niestety nie wrozy podniesienia popularnosci konserwatystow.

Dla Radia Polmysl mowil Robert Varin. Do widzenia Panstwu.

Waterloo, 25 luty 2006

 


 

WIDZIANE PRAWYM OKIEM (53)(22-1-06)

Robert A. Varin
Dzień dobry Państwu.
Witam radiosłuchaczy radia “Polmyśl” w kolejnym wydaniu felietonu “Widziane Prawym Okiem”.
Sytuacja w swiatowej polityce gwaltownie sie zaostrza. Nie uplynelo jeszcze trzy lata od ataku amerykanskiego na Irak a juz nastepny kraj znajduje sie na celownikach administracji amerykanskiej i jej syjonistycznego zaplecza i to celownikach, ktore moga rozpetac wojne jadrowa. Tym krajem jest Iran. Zaczelo sie wszystko w pazdzierniku ubieglego roku kiedy to nowo wybrany prezydent Iranu, Mahmoud Ahmadinejad, stwierdzil w jednym ze swoich przemowien, ze Izrael powinien zniknac z mapy swiata. Wkrotce potem, krotko przed Swietami Bozego Narodzenia 2005, na spotkaniu z obywatelami w prowincji Sistan-Baluchestan, Ahmadinejad znow dal sie poniesc swemu jak to sie mowi ”niewyparzonemu jezykowi” i powiedzial, ze Holocaust jest mitem i nigdy nie mial miejsca. Dodal tez, ze jesli kraje europejskie takie jak Niemcy czy Austria czuja sie tak bardzo winne wymordowaniu 6 milionow Zydow to dlaczego Palestynczycy w Palestynie maja za to placic. Zaproponowal dalej, ze ci co sie czuja winni powinni dac Zydom z Izraela kawalek Europy, Stanow Zjednoczonych, Kanady czy Alaski zeby tam sie osiedlili i zalozyli swoje panstwo i w ten sposob opuscili terytoria palestynskie. Reakcja swiatowa byla oczywiscie jednym wielkim potepieniem tych wystapien a przedstawiciele Izraela stwierdzili, ze Iranski program atomowy i poparcie Iranu dla swiatowego terroryzmu to nie tylko niebezpieczenstwo dla Izraela ale tez dla calej cywilizacji Zachodu. Od tego momentu Iran byl juz na celowniku.
Oczywiscie, nie chodzi tu o ”program nuklearny” Iranu, bo znajduje sie on w powijakach. Iran znajduje sie w poczatkowej fazie budowy elektrowni jadrowych, przy pomocy technicznej Chin i Rosji. Caly czas wladze Iranu utrzymuja, ze nie ma to nic wspolnego z programem budowy broni jadrowej i wydaje sie, ze jest to prawda. Od elektrowni atomowych do broni jadrowej jest droga daleka i nie mozna tej ostatniej zbudowac sobie w szopie na podworku. Co wiecej, Izrael nie musi sie bac Iranu bo sam zgodnie z oszacowaniami specjalistow dysponuje okolo 200-stu glowicami jadrowymi i srodkami ich przenoszenia. Technologie jadrowe udostepnily Izraelowi potajemnie Stany Zjednoczone. 
Jakies dwa lata temu Iran w porozumieniu z Miedzynarodowa Agencja Energii Atomowej przystopowal badania nad technologiami wzbogacania uranu i zgodzil sie na zalozenie pieczeci przez Miedzynarodowa Agencja Energii Atomowej na centra badawcze gdzie takie prace byly prowadzone. W zamian za to Unia Europejska reprezentowana glownie przez Niemcy, Francje i Wielka Brytanie miala zapewnic Iranowi specjalne ulgi ekonomiczne. 10 stycznia tego roku brytyjski dziennik ”The Herald” doniosl, ze Izrael jest w trakcie planowania prewencyjnego zbombardowania osrodkow w Iranie, gdzie prowadzone sa badania nad zastosowaniem energii jadrowej. Uderzenie takie planowane jest przez Izrael na koniec marca tego roku. Dla Izraela problem jest taki, ze jesli Iran kiedykolwiek uzyskal by dostep do wlasnej broni atomowej, cala sila odstraszajaca jaka Izrael posiada w postaci wlasnej broni atomowej poszla by na marne. Jak podaje Roger Howard w artykule z 26 lutego 2005 roku na ”Antiwar.com”, w czasie wojen z Arabami w 1967 i 1973 roku Izrael na serio rozwazal zastosowanie uderzenia bronia nuklearna na kraje arabskie gdyby doznal niepowodzen na froncie. Chociaz Iran nie posiada zadnych powiazan militarnych z krajami arabskimi (prosze pamietac, ze Iranczycy z punktu widzenia rasowego to Persowie a nie Arabowie, chociaz wyznaja ta sama religie szyitow muzulmanskich) to wyprodukowanie wlasnej broni atomowej przez Iran odebralo by poczucie bezpieczenstwa Izraelowi. A nuz Iran moglby sie kiedys dogadac z krajami Arabskimi.  
Iran nie czekal dlugo i  odpowiedzial na te pogrozki Izraela zerwaniem pieczeci Miedzynarodowej Agencji Energii Atomowej na jednym z centrow badan jadrowych w Natanz, i zapowiedzial podjecie ograniczonych prob nad wzbogaceniem uranu, motywujac to potrzebami energetycznymi kraju i koniecznoscia zwiekszenia produkcji energii elektrycznej. Rozpetalo to istna burze dyplomatyczna na swiecie. Administracja amerykanska natychmiast zazadala zawezwania Iranu przed Rade Bezpieczenstwa ONZ i nalozenia na Iran sankcji gospodarczych. Zagrozila tez podobnie jak Izrael prewencyjnym atakiem na iranskie osrodki badan atomowych. Do naciskow dyplomatycznych dolaczyly sie Francja, Niemcy i Wielka Brytania, nawolujac do postawienia Iranu przed Rada Bezpieczenstwa. Problem polega na tym, ze do tego daleka droga bo Rosja i Chiny, ktore maja prawo weta w Radzie Bezpieczenstwa wcale sie nie kwapia zeby rozpoczynac cala ta hece. Maja bardzo dobre stosunki handlowe z Iranem kupuja od Iranu rope i sprzedaja najnowoczesniejsza bron, technologie jadrowa i artykuly przemyslowe. Iran nie czekal dlugo i odpowiedzial, ze jesli odwaza sie na takie kroki to Iran wstrzyma dostawy ropy naftowej co spowoduje skok ceny ropy naftowej do ponad $100 za barylke. Prosze pamietac, ze Iran jest czwartym co do wielkosci producentem ropy naftowej na swiecie. Ostudzilo to troche zapaly i w piatek 20 stycznia dyrektor generalny Miedzynarodowej Agencji Energii Atomowej odrzucil zadania Unii Europejskiej i Stanow Zjednoczonych potepienia Iranu na zblizajacej sie nadzwyczajnej sesji jaka odbedzie sie na poczatku lutego. Simon Jenkins w artykule z 18 stycznia w Guardian Unlimited podkresla, ze takie „macho” pogrozki wobec Iranu sa zupelna glupota i sugeruja, ze miedzynarodowa spolecznosc jest oglupiona grami video, tak ze stracila zdolnosc logicznego rozumowania. Pisze dalej, ze Iran to powazny kraj a nie jakis post-imperialny „kraik” czekajacy bezradnie az go bialy czlowiek walnie po glowie. Jest to czwarty co do wielkosci producent ropy naftowej na swiecie a ludnosc Iranu bedzie liczyla 80 milionow w roku 2010. Iran jest dumnym krajem, ktory sasiaduje na wschodzie z  Pakistanem i Indiami majacymi od lat bron atomowa, na polnocy ma za sasiada Rosje z bronia atomowa a na zachodzie ma Izrael, uzbrojony po zeby w bron atomowa. Najblizsi sasiedzi Irak i Afganistan sa okupowane przez Stany Zjednoczone, ktore popieraly Saddama Husseina w wojnie z Iranem w latach 80-tych ubieglego wieku. Jak w tej sytuacji mozna mowic, ze Iran nie ma prawa do posiadania broni atomowej, zapytuje Jenkins w swoim artykule. Sankcje ekonomiczne tez nie maja sensu bo nie beda efektywne. Co z tego, ze zbojkotuje sie iranska druzyne pilki noznej, artystow, naukowcow, zamknie sie konta Iranu w bankach zagranicznych czy zatrzyma wymiane handlowa? Po pierwsze, najwieksi partnerzy handlowi Iranu, czyli Rosja i Chiny nic sobie nie beda z tego robily. Po drugie, Iran wstrzyma dostawy ropy naftowej i barylka skoczy do ponad $100. Nie wiem czy wszyscy pamietaja ale barylka przed agresja amerykanska na Irak kosztowala nieco ponad 20 dolarow. Dzisiaj kosztuje 66 dolarow, czyli ponad trzy razy wiecej. Wszyscy placimy przy pompach z benzyna za amerykansko-syjonistyczne awantury w Iraku.
Iran nie jest prawdziwym panstwem islamskim. Politycznie konkuruje w nim grupa bogatych technokratow z islamskimi klerykami. Technokraci sa za rozmowami z Zachodem i wiekszym otwarciem.  Sankcje przeciwko Iranowi spowodowaly by takze gwaltowne ataki islamskich klerykow na ta grupe i aresztowania czy zmuszenie wielu do emigracji. Amerykansko-europejsko-syjonistyczne pobrzekiwanie szabelka przeciwko Iranowi jest bezproduktywne i moze nas wszystkich drogo kosztowac, wlaczajac w to nas mieszkajacych w Kanadzie, chociaz nie mamy nic wspolnego z cala afera  iranska. Jak konkluduje Simon Jenkins w swoim artykule, jak nie mozesz zatrzymac czlowieka, ktory kupuje pistolet, to przynajmniej postaraj sie go zrobic swoim przyjacielem a nie wrogiem.  
Na zakonczenie przypominam wszystkim o wyborach do Parlamentu federalnego w poniedzialek 23 stycznia. Powtarzam to co powiedzialem poprzednio, ze zgodnie z nauczaniem Kosciola, katolicy nie powinni glosowac na partie polityczne, ktore popieraja aborcje, eutanazje i malzenstwa homoseksualne, bo to jest grzech. Takimi partiami sa partia Liberalna i NDP. Jedyna alternatywa dla katolika pozostaje partia Konserwatywna, chociaz to tez jest nie ideal ale przynajmniej mniejsze zlo. Mam nadzieje, ze wszyscy znaja swoich kandydatow na poslow w swoim okregu wyborczym.
Dla Radia Polmysl mowil Robert Varin.Do uslyszenia.
Waterloo, 21 styczen 2006

 


 

WIDZIANE PRAWYM OKIEM (52)(25-12-05)
Robert A. Varin
Dzień dobry Państwu.
Witam radiosłuchaczy radia “Polmyśl” w Bozo-Narodzeniowym wydaniu felietonu “Widziane Prawym Okiem”.
Kiedy emigrowalem do Kanady dwadziescia kilka lat temu, to przyjechalem do kraju, w ktorym poranne lekcje w szkolach publicznych zaczynaly sie od odmowienia „Ojcze Nasz” a przed Swietami Bozego Narodzenia, nawet w publicznych miejscach takich jak sklepy, banki itp. wszyscy sie pozdrawiali pozdrowieniem „Merry Christams”. W tych czasach na uniwersytecie Waterloo, na poczatku grudnia, poszczegolne wydzialy organizowaly „Christmas Parties” a takze byly one organizowane w wiekszosci zakladow pracy. Przypominalo to wszystkim, ze „Christmas” to jest swieto z okazji narodzin Jezusa Chrystusa, bo w koncu Kanada zostala zbudowana od podstaw przez chrzescijan.   
W ostatnich 10 latach rzadko juz slychac pozdrowienie „Merry Christmas” w miejscu publicznym, a zostalo ono zastapione zwrotem „Happy Holidays”, a  zaproszenie na uniwersytecie Waterloo uzywa teraz nazwy „Holiday Party”. Nawet Koserwatywna Partia Kanady przysyla zyczenia „Merry Christmas and Happy Holidays” czyli Panu Bogu swieczke i diablu ogarek. Zalaczona elektroniczna pocztowka od Steva Harpera, lidera Partii Konserwatywnej mowi: „As our family celebrates the Season.....itd”. Slowo „Season” jest napisane z duzej litery czyli jakby sugerowalo to, ze chodzi o narodziny Pana, ale jakos to tak tajemniczo zakamuflowane. Rugowanie z jezyka potocznego „Merry Christmas” to wojna wydana chrzescijanstwu przez ludzi „politycznej poprawnosci” czyli „political correctness”. Argument jest taki, ze nie chce sie obrazac calej masy emigrantow, ktorzy nie wyznaja religii chrzescijanskiej. Ale ja mam z tym olbrzymi problem. Emigranci emigruja do Kanady a nie Kanada do nich. Emigracja do swiadomy wybor kultury kraju do ktorego sie emigruje. Przeciez dobrze wiedzieli, ze emigruja do kraju o kulturze chrzescijanskiej. Gdybym ja chcial emigrowac do Bagdadu, Bejingu, Teheranu, Bombaju czy gdzies indziej to bym tam wyemigrowal juz dawno. Ale wybralem chrzescijanska (w owym czasie) Kanade. Tymczasem przez ostatnie 20 lat sprowadzili mi Bagdad, Bejing, Teheran, Bombaj i wszystko inne do Kanady, zadajac odemnie zaniechania wyrazania mojej kultury chrzescijanskiej.
Jak daleko to moze byc posuniete to swiadczy artykulik ze strony internetowej San Mateo County,  „The Daily Journal” z 9 grudnia 2005, jaki znalazlem na internecie. Otoz niejaki pastor  Donald Sheley, z San Bruno, zostal oskarzony przez tamtejszy oddzial zydowskiej organizacji Anti-Defamation Leauge, o wygloszenie antysemickiego kazania, w ktorym  powiedzial,  ze narod izraelski jest przesladowany przez ostatnie 2000 lat na skutek tego, ze ukrzyzowal i odrzucil Jezusa Chrystusa. Przewodniczacy miescowego oddzialu tej organizacji napisal w liscie do pastora, ze przypisywanie Zydom winy za smierc Jezusa jest teoria przestarzala, ktora zostala odrzucona juz w latach 1960-tych przez Watykan, wielu teologow i osoby duchowne. Egzekucja Jezusa byla natomiast wylacznie aktem politycznym namiestnika Cesarstwa Rzymskiego (czyli nalezy sie domyslac, ze Poncjusza Pilata), ktory w ten sposob chcial ustabilizowac wojskowa wladze rzymska (to stabilize its military rule). W moim polsko-jezycznym pismie swietym Nowego Testamentu, wydanym przez Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne w Warszawie w 1982 roku na podstawie oryginalow z jezyka greckiego i hebrajskiego czytamy w Ewangeli Swietego Mateusza (Mateusz 27,24-25):  
24. ”A Pilat ujrzawszy, ze to nic nie pomaga, przeciwnie, ze zgielk sie wzmaga, wzial wode, umyl rece przed ludem i rzekl: Nie jestem winien krwi tego sprawiedliwego, wasza to rzecz.
25.  ”A caly lud odpowiadajac, rzekl: Krew jego na nas i na dzieci nasze”.   
W wersji angielskiej Nowego Testamentu wydanego przez Canadian Bible Society czytamy (Matthew 27,24-25):
24.”When the Pilate saw that it was no use to go on, but that a riot might break out, he took some water, washed his hands in front of the crowd, and said: ”I am not responsible for the death of this man! This is your doing!”
25. The whole crowd answered, ”Let the punishment for his death fall on us and our children”.
Jako chrzescijanie wierzymy, ze slowa ewangelistow musza byc prawdziwe, czyz nie tak?.
Na zakonczenie, przypominam tez wszystkim, ze zblizaja sie wybory w styczniu 2006. Przypominam tez, ze zgodnie z nauczaniem Kosciola, katolicy nie powinni glosowac na partie polityczne, ktore popiera aborcje, eutanazje i malzenstwa homoseksualne, bo to jest grzech. Takimi partiami jest partia Liberalna i NDP. Jedyna alternatywa dla katolika pozostaje partia Konserwatywna, chociaz to tez jest nie ideal ale przynajmniej mniejsze zlo. Prosze sie nad swym wyborem dobrze zastanowic.
Dla Radia Polmysl mowil Robert Varin. Zycze wszystkim radiosluchaczom radosnych Swiat Bozego Narodzenia i szczesliwego Nowego Roku 2006.
Waterloo, 24 grudzien 2005

 


 

Z okazji 70 rocznicy zgonu Marszalka Jozefa Pilsudskiego

Witam radiosluchaczy Radia Polmysl. Przed mikrofonem Robert Varin.

12 maja 2005 roku minela 70 rocznica zgonu najwiekszego wodza i polityka Rzeczpospolitej Polskiej, Pierwszego marszalka Polski, Jozefa Pilsudskiego.

Jozef Pilsudski urodzil sie 5 grudnia 1867 roku w Zulowie, niedaleko Wilna, w zamoznej rodzinie ziemianskiej. W wieku lat 18, bedac studentem pierwszego roku medycyny na uniwersytecie w Charkowie, po powrocie do Wilna na przerwe wakacyjna zostaje aresztowany przez policje rosyjska w zwiazku z podejrzeniem o udzial w spisku na zycie cara Aleksandra III-ego. Nastepnie zostaje skazany przez wladze rosyjskie na 5 lat zsylki na Sybir. Po powrocie z Sybiru, wstepuje do Polskiej Partii Socjalistycznej, ktora jako jedyna owczesna organizacja polityczna zamiescila w swoim programie walke o niepodleglosc Polski. Wkrotce Jozef Pilsudski stal sie jednym z przywodcow PPS powolujac w niej Organizacje Bojowa, wslawiona wieloma akcjami przeciwko policji i administracji carskiej. Aresztowany przez carska tajna policje w roku 1900 zostaje osadzony w wiezieniu w warszawskiej Cytadeli, skad ucieczka byla niemozliwa. I tu zaczyna sie opowiesc jak z powiesci sensacyjnej. Za rada wybitnego polskiego lekarza psychiatry, Radziwillowicza, Pilsudski zaczyna symulowac chorobe umyslowa. Wladze wiezienia w Cytadeli przesylaja go na obserwacje do szpitala psychiatrycznego w Petersburgu w Rosji. Tam kolejni polscy lekarze, dr Czeczot i Mazurkiewicz, przy pomocy kolegow z partyjnej konspiracji ulatwiaja mu ucieczke do Tallina i Rygi, skad Pilsudski udaje sie do Kijowa a pozniej przekracza granice zaboru austriackiego udajac sie do Lwowa i Krakowa, gdzie pozostaje do wybuchu pierwszej wojny swiatowej w 1914 roku, zaangazowany w budowe organizacji Strzelec, jako zaczatku Wojska Polskiego.

Wielkosc epoki Pilsudskiego i jej cel glowny, w prostych slowach ujal Marszalek Rydz-Smigly, wieloletni podkomendny Marszalka Pilsudskiego. Tak powiedzial on w przemowieniu na 25-lecie wymarszu Pierwszej Kompanii Kadrowej Wojska Polskiego: "Czego chcial Komendant? Chcial by Polska byla wielka i silna, chcial by byla wielka granicami i takze wplywami i autorytetem na swiecie".

O te wielkosc Polski, Pilsudski walczyl cale swoje zycie i wszystkie sily swojego zycia jej poswiecil. Poczatkiem budowy tej wielkosci Rzeczpospolitej byl wymarsz garstki "Strzelcow", dumnie nazwanych "Pierwsza Kompania Kadrowa Wojska Polskiego", z Krakowskich Oleandrow, 6 sierpnia 1914 roku. Chcialbym tu podkreslic, ze Pilsudski nie tworzyl "Legionow Polskich" jak wiele osob nie znajacych historii mu blednie przypisuje. Pierwsza Brygada Strzelecka, ktorej byl komendantem zostala wcielona do Legionow Polskich rozkazem dowodztwa Cesarsko-Krolewskiej Austrii, z ktora to decyzja Pilsudski sie nigdy nie pogodzil i za co zostal w 1917 roku uwieziony przez Niemcow w twierdzy Magdeburg, za agitacje wsrod zolnierzy Legionow przeciwko zlozeniu przysiegi na wiernosc Cesarstwu Niemieckiemu. Wraca tryumfalnie do Warszawy 10 listopada 1918 roku a w kilka dni pozniej Rada Regencyjna przekazuje mu calkowita wladze wojskowa i polityczna, ktora zostaje potwierdzona dekretem pierwszego Rzadu Rzeczypospolitej, Jedrzeja Moraczewskiego mianujacym Pilsudskiego Naczelnikiem Panstwa Polskiego. Funkcja ta zostaje potwierdzona uchwala Pierwszego Sejmu Rzeczpospolitej, 20 lutego 1919 roku. 

W czasie wojny z bolszewicka Rosja w latach 1919-1921, w dniu 16 sierpnia 1920 roku wykonany zostaje genialny plan przeciwuderzenia na lewe skrzydlo i tyly armii bolszewickich opracowany i wykonany przez Naczelnego Wodza, Jozefa Pilsudskiego. Operacja ta zakonczyla sie wielkim zwyciestwem polskim, ktore ocalilo Europe od komunizmu na nastepne lata, a Polske niestety tylko na lat 25. Historycy zachodni okreslili pozniej Bitwe Warszawska zwana tez "Cudem nad Wisla", jako 18-sta decydujaca bitwe swiata, chociaz o jej znaczeniu dla ocalenia ich od komunizmu dosyc szybko zapomnieli.

Marszalek Pilsudski zmarl na raka watroby w wieku lat 68, 12 maja 1935 roku. Cialo jego spoczelo w Krypcie Wawelskiej razem z krolami Polski a serce spoczelo w Wilnie na cmentarzu Rossa, gdzie tez zostala pochowana matka Pilsudskiego. Zakonczeniem dzialalnosci politycznej Marszalka, byla Konstytucja tzw. Kwietniowa 1935 roku, najlepsza jaka miala kiedykowiek Rzeczpospolita Polska. Na mocy tej Konstytycji Rzad Rzeczpospolitej na Uchodzstwie mogl sprawowac legalna wladze przez 45 lat komunistycznej nocy jaka zapadla po 1945 roku nad Polska. Moze nie wszyscy wiedza ale konstytucja Francji z roku 1958, ktora zostala wprowadzona w referendum przez Gen. de Gaulle'a, byla wzorowana na polskiej Konstytucji Kwietniowej 1935 roku.

Kiedy skladano prochy Juliusza Slowackiego, ktory byl ulubionym poeta Jozefa Pilsudskiego, tak Pilsudski powiedzial o Slowackim: "..sa ludzie i prace ludzkie tak silne i tak potezne, ze smierc przezwyciezaja, ze zyja i obcuja miedzy nami. Prawda o smierci okrutna, prawda o smierci potezna, nie istnieje dla niego". Po 70 latach od smierci Pierwszego Marszalka Polski, to samo mozna dokladnie powiedziec o wplywie jego postaci, jego zycia i jego czynow jako wzor do nasladowania dla wszystkich polskich patriotow.

Na zakonczenie, krotka historia z naszego rodzimego podworka w Kitchener. Otoz swego czasu nasz kolega-weteran, Stanislaw Kadela, podarowal naszej Polskiej Placowce 412 piekna reprodukcje obrazu Kossaka "Pilsudski na Kasztance". Reprodukcja ta wisiala jakis czas w hallu budynku Legionu naprzeciwko szatni ale po remoncie gdzies znikla i nigdy nie wrocila na nalezne jej miejsce. Jesli rzeczywiscie jestesmy przekonani, ze to jest nasz "Polski Legion", to nie wstydzmy sie polskich symboli, ktore tam wisza na scianach, nawet jesli sie to moze nie podobac osobom, ktore czasami wynajmuja hale gorna Legionu. Apeluje z calego serca do Prezesa i zarzadu Placowki o powrot obrazu "Pilsudski na Kasztance"!

Dla Radia Polmysl mowil Robert Varin. Do widzenia Panstwu.

Kitchener, 14 maj 2005 

 

 


 

WIDZIANE PRAWYM OKIEM (50)(23-04-05)
Robert A. Varin
Dzien dobry Panstwu. 

Witam radiosluchaczy radia "Polmysl" w moim kolejnym felietonie 
"Widziane Prawym Okiem"

Wlasnie wczoraj wysluchalem w wiadomosciach, ze parlament hiszpanski uchwalil glosami socjalistycznej wiekszosci ustawe o tzw. "malzenstwach homoseksualnych",  ze wszystkimi prawami jakie im przysluguja wlaczajac w to adopcje dzieci. W ten sposob Hiszpania staje sie trzecim krajem swiata, po Belgii i Holandii gdzie takie prawo obowiazuje. Jak widac zaraza moralna rozszerza sie na te kraje gdzie wiekszosc w parlamentach maja partie socjalistyczne i tylko patrzec a czeka nas to samo w Kanadzie. Jak narazie, nasza rodzima partia socjalistyczna wystepujaca pod nazwa "Liberalna", znalazla sie pod obstrzalem z powodu panujacej w partii kompletnej korupcji, jak sie to okazuje z dnia na dzien, z przesluchan sedziego Gomery, tak ze nie ma czasu myslec o forsowaniu wlasnej ustawy Bill C-38 o "malzenstwach homoseksualnych". Jesli jednak rzad Liberalny nie zostanie w maju zmuszony do rozpisania wyborow, to sprawa "malzenstw homoseksualnych" napewno wroci na wokande.  
W tym kontekscie warto by spojrzec na caly problem homoseksualizmu nieco szerzej i postarac sie odpowiedziec na pytanie co badania naukowe mowia na temat sklonnosci homoseksualnych. W ksiazce pod tytulem "Getting it Straight: What the Research Shows About Homosexuality", ktorej autorami sa Dr Peter Sprigg i Timothy Dailey, i o ktorej mowilem w poprzednim felietonie, mozna znalezc odpowiedz na to pytanie. Otoz istnieja dwie teorie dotyczace przyczyn zachowan homoseksualnych. Pierwsza, ktora powszechnie lansuja wojujacy homoseksualisci wykorzystuja mowi, ze homoseksualizm jest powodowany czynnikami genetycznymi albo biolgicznymi czyli mowic prosto homoseksualisci sie juz tacy "rodza" i nic nie mozna na to poradzic. Druga teoria, ktora jest ostro zwalczana przez uprawiajacych homoseksualizm mowi, ze sklonnosci homoseksualne sa nabywane we wczesnym dziecinstwie na skutek czynnikow psychologicznych i srodowiskowych. Ktora z nich jest sluszna niech panstwo osadza sami, sluchajac argumentow przedstawionych w ksiazce Sprigg'a i Daily.
Jesli chodzi o teorie pierwsza, czyli czynnikow genetycznych, to praktykujacy homoseksualisci szukajac moralnego usprawiedliwienia swoich poczynan, powoluja sie czesto na pierwszego badacza zachowan seksualnych, Alfreda Kinsey, ktory sam popelnil wiele niedociagniec a nawet oszustw w swoich badaniach. Ale nigdy nie cytuja jednego stwierdzenia, ktore Kinsey zamiescil w swojej ksiazce a mianowicie, ze calkowicie odrzucil biologiczna przyczyne homseksualizmu. Biograf Kinsey'a, Wardell Pomeroy napisal: "Pod koniec lat 40-tych opisal on ponad 450 historii homoseksualistow co bylo wystarczajace, do przekonania go, ze psycholodzy sa w bledzie zakladajac, ze homoseksualizm moze byc dziedzicznym zwyrodnieniem, ktory nie moze byc leczony tylko dlatego, ze jest dziedziczny. Kinsey byl przekonany, ze nie ma absolutnie zadnego dowodu na dziedzicznosc".
Najwazniejsze badania, ktore sugerowaly, genetyczne czy dziedziczne cechy zachowan homoseksualnych zostaly opublikowane w latach 90-tych ubieglego wieku. Jedne z najbardziej naglosnionych przez homoseksualne lobby badan to byly badania mozgow zmarlych homoseksualistow zrobione prze Simona LeVay i opublikowane w prestizowym czasopismie naukowy Science w 1991 roku. Otoz LeVay zbadal mozgi 18 zmarlych na AIDS mezczyzn, ktorzy byli praktykujacymi homoseksualistami i porownal je z mozgami osob, ktore zalozono, ze byly heteroseksualne. W wynikach badan stwierdzil, ze czesc mozgu oznaczona jako INAH 3 byla zawsze wieksza w tych zwlokach, ktore byly oznaczone jako heteroseksualne. Z tego wyciagnal wniosek, ze orientacja seksualna ma zwiazek z biologicznymi zmianami w mozgu. Badania te zostaly jedna w nastepnych latach poddane surowej krytyce i praktycznie kompletnie zdyskredytowane. Wysunieto wiele zarzutow pod wzgledem jakosci naukowej tych badan a miedzy innymi: kilka zwlok osob jakie uznano za heteroseksualne, to byly osoby zmarle na AIDS czyli najprawdopodobniej tez byly homoseksualistami; poniewaz wszystkie zwloki homoseksualistow pochodzily od osob zmarlych na AIDS to byc moze choroba AIDS doprowadzila do zmian w ich mozgach, czyli niekoniecznie urodzili sie z takimi zmianami w mozgach; mozliwe tez, ze czynne uprawianie stosunkow homoseksualnych moze doprowadzic do zmian w mozgu. Jak do tej pory, a minelo juz sporo czasu nikt z naukowcow nie byl w stanie potwierdzic wynikow badan Simona LeVey. Podobnego typu badania tendencji homoseksualnych u blizniakow opublikowane przez Bailey'a i Pillarda w 1991 roku zostaly uznane jako obciazone bledami metodologicznymi i nigdy nie potwierdzone. W konkluzji, Sprigg i Dailey stwierdzaja, ze jak do tej pory nie istnieje zaden przekonywujacy dowod naukowy, ze sklonnosci homoseksualne maja podloze genetyczne albo biologiczne. Przytaczaja tu tez prosty ale bardzo przekonywujacy argument naukowy, ktory juz przytoczylem w poprzednim felietonie: gdyby homoseksualizm byl dziedziczony droga genetyczna to w po jakims czasie bylby calkowicie zanikl w spoleczenstwie poniewaz homoseksualny "genetic pool" nie moglby byc przekazywany z pokolenia na pokolenia gdyz homoseksualisci nie maja mozliwosci rozmnazania sie poprzez rodzenie dzieci.
Natomiast bardzo przekonywujaca naukowo jest teoria oparta na czynnikach psychologicznych i srodowiskowych jakie wystepuja we wczesnym dziecinstwie. Podsumowanie tej teorii zostalo opublikowane przez czolowego badacza zachowan homoseksualnych Irvinga Biebera w 1962 roku. Tak Bieber podsumowuje w swojej ksiazce: "Klasyczny homoseksualny uklad "trojkatny" opiera sie na dominujacej, bardzo przywiazanej do syna i nadopiekunczej matce, okazujacej synowi zbyt duzo czulosci i ktora czesto minimalizuje ojca w oczach syna. Natomiast ojciec izoluje sie od syna a szczegolnie gdy sie izoluje i jest wrogi synowi. Z naszej analizy statystycznej wynika, ze sa bardzo duze szanse iz syn wychowujacy sie w takim srodowisku zostanie homoseksualista albo bedzie mial olbrzymie problemy homoseksualne w zyciu". Duza grupa badaczy potwierdzila te przyczyny w pozniejszych badaniach. Do tych przyczyn dochodza tez inne jak np. seksualne wykorzystywnie w dziecinstwie czy tez fakt mieszkania w duzej aglomeracji miejskiej, gdzie zetkniecie sie z praktykujacymi homoseksualistami jest duzo bardziej prawdopodobne i moze prowadzic do czestszego nasladowania tego typu zachowan.
Na zakonczenie nalezy stwierdzic, ze bledna jest dyskusja w kontekscie albo sie jest "urodzonym" homoseksualista (born gay) lub tez sie "wybiera" (chooses to be gay). W wiekszosci przypadkow czlowiek nie mozliwosci "wyboru" jakie ma odczucia seksualne czy pociag seksualny. Natomiast bez watpienia kazdy z nas wybiera zachowania seksualne jakie w sposob aktywny demonstruje w swoim zyciu. Z tego tez powodu mozna calkowicie uniknac  angazowania sie w homoseksualny styl zycia. Potwierdzeniem tej tezy jest fakt, ze pociag homoseksualny moze byc bardzo skutecznie wyleczony, oczywiscie przy calkowitej zgodzie i kooperacji pacjenta. Przykladem jest tu klinika terapii homoseksualnej Dr. Josepha Nicolosi z Kalifornii. Skutecznosc terapii jest zaskakujaca bo notuje on ok. 80% przypadkow wyleczenia sklonnosci homoseksualnych.
W powyzszym kontekscie nalezy sobie postawic pytanie jaki ma cel promowanie tzw. "malzenstw homoseksualnych" pomiedzy ludzmi praktycznie chorymi, ktorych zachowania mozna wyleczyc? Sprigg and Dailey jasno stwierdzaja, ze kryje sie za tym agenda czysto polityczna: kompletna zmiana pojec takich jak "malzenstwo" i "rodzina". I to jest niebezpieczna przyszlosc jaka czeka nas i przyszle pokolenia.
Dla Radia Polmysl mowil Robert Varin. Do widzenia Panstwu.

Kitchener, 23 kwiecien 2005
 

 

 


 

WIDZIANE PRAWYM OKIEM (49)(27-02-05)
Robert A. Varin
Dzien dobry Panstwu. 

Witam radiosluchaczy radia "Polmysl" w moim kolejnym felietonie 
"Widziane Prawym Okiem"

Jak wiekszosc z radiosluchaczy dobrze o tym wie, kanadyjski Parlament stoi przed wiekopomna decyzja dotyczaca glosowania nad definicja malzenstwa tzw. "Bill C-38", ktora ma zmienic definicje malzenstwa z "mezczyzny i kobiety" na "jakiekolwiek dwie osoby". Pod nieustajacym naciskiem homoseksualnego "lobby" partia Liberalna zdecydowala sie podniesc ten problem do najwazniejszego problemu panstwa kanadyjskiego chociaz ta sama partia jeszcze nie tak dawno, bo zaledwie w 1999 roku, glosowala w Parlamencie za utrzymaniem "normalnej" definicji malzenstwa. W tej atmosferze terroru homoseksualnego warto aby obroncy definicji malzenstwa mieli mocne argumenty dotyczace takze caloksztaltu problematyki homoseksualizmu.
Tak sie szczesliwie zlozylo, ze wlasnie ukazala sie ksiazka pod tytulem "Getting it Straight: What the Research Shows About Homosexuality" (w swobodnym tlumaczeniu tytulu na polski brzmi to: "W prosty sposob: Co badania mowia na temat homoseksualizmu"). Autorami sa naukowcy Dr Peter Sprigg i Timothy Dailey. Ksiazka wydana zostala przez Family Research Council w Waszyngtonie. Autorzy ksiazki podkreslaja, ze nie przedstawiaja analizy homoseksualizmu z pozycji religijnej czy moralnej, ani nie poruszaja zadnych aspektow politycznych. Tresc ogniskowana jest wylacznie na faktach naukowych. Ksiazka zostala wlasnie zrecenzowana przez Tony Gosnach na lamach tygodnika "The Interim" z marca 2005. Przytocze radiosluchaczom co ciekawsze wyniki badan przedstawione w tej ksiazce.
Rozdzialy w ksiazce sa przedstawione w formie istotnych pytan dotyczacych roznych aspektow zachowan homoseksualnych. I tak pierwszy rozdzial stawia nastepujace pytanie: Co jest przyczyna homoseksualizmu? (What causes homosexuality?).  Sprigg i Dailey calkowicie odrzucaja lansowane przez homoseksualistow tezy, ze homoseksualisci rodza sie jako tacy, albo ze za homoseksualizm odpowiedzialne sa zmiany genetyczne. Podkreslaja, ze nawet slawiony przez niektorych, badacz zachowan seksualnych Alfred Kinsey, kategorycznie odrzucil biologiczne uzasadnienia dla homoseksualizmu. W ksiazce autorzy takze systematycznie rozprawiaja sie z roznymi artykulami, w ktorych ich autorzy starali sie udowodnic istnienie biologicznych czy genetycznych przeslanek dla homoseksualizmu.  Sprigg i Dailey przyznaja, ze zmiany genetyczne moga miec drugorzedne znaczenie dla zachowania homoseksualnego ale nie moga miec znaczenia przyczynowego. Uzywaja tu bardzo prostego ale niezwykle mocnego argumentu naukowego: gdyby homoseksualizm byl dziedziczony droga genetyczna to w po jakims czasie bylby calkowicie zanikl w spoleczenstwie poniewaz homoseksualny "genetic pool" nie moglby byc przekazywany z pokolenia na pokolenia gdyz homoseksualisci nie maja mozliwosci rozmnazania sie poprzez rodzenie dzieci! Sprigg i Dailey podkreslaja natomiast znaczenie wychowania, doswiadczen i srodowiska socjalnego dziecka, jako kluczowych czynnikow w formacji tendencji homoseksualnych. W szczegolnosci podkreslaja wplyw rodzicow: - "Rodzina, w ktorej wystepuje kombinacja dominujacej i zbyt uczuciowej (intimate) matki oraz ojca, ktory zachowuje sie z dystansem do dziecka lub jest slaby albo dziecku wrogi, moze bezwarunkowo prowadzic do rozwiniecia w dziecku zachowan homoseksualnych" stwierdzil badacz, Daniel G. Brown.
Kolejny rodzial i kolejne pytanie: Jak duzo jest homoseksualistow w spoleczenstwie? (How many homosexuals are there?). Utrzymywanie, ze jest ich 10% jest bzdura. Liczne badania cytowane w ksiazce przez Sprigg i Dailey udowadniaja ze procent ten jest znacznie mniejszy. Np. w Kanadzie, dane Statistics Canada pokazuja, ze tylko 1% calej populacji utozsamia sie z zachowaniami homoseksualnymi.
Kolejny rozdzial: Czy homoseksualisci sa biedna mniejszoscia? (Are homosexuals a disadvantaged minority?). Cos calkiem przeciwnego. Badania statystyczne wskazuja, ze homoseksualisci maja srednio wyzszy poziom wyksztalcenie i dochodow niz heteroseksualisci (jak dodaje Tony Gosnach to moze wyjasniac dlaczego tak wielu homoseksualistow w Kanadzie zajmuje wysokie pozycje w wielu dziedzinach zycia politycznego i spolecznego).
Czy homoseksualizm zwiazany jest z ryzykiem dla zdrowia spolecznego? (Is homosexuality a health risk?). Absolutnie tak! Chociaz "lobby" homoseksualne lansuje teze, ze ich zachowania sa "zdrowe, naturalne i normalne", w rzeczywistosci homoseksualisci znajduja sie w grupie najwiekszego zagrozenia zdrowotnego wieloma chorobami. I nie jest to tylko ograniczone to normalnych chorob - maja takze problemy psychiczne, naduzywaja nagminnie alkoholu, maja wysokie ryzyko popelnienia samobojstwa oraz znacznie krotsza srednia dlugosc zycia.
Wazne pytanie zwiazane z tzw. "malzenstwami homoseksualnymi", to czy homoseksualni tzw. "rodzice", ktorzy adoptuja dzieci, stanowia dla tych dzieci jakies ryzyko? (Do homosexual parents pose a risk to children?). Na wstepie Sprigg i Dailey podkreslaja, ze wiele dotychczasowych badan dotyczacych tego problemu bylo zrobione w sposob nieprawidlowy. Nastepnie przytaczaja dane pokazujace, ze homoseksualny styl zycia jest calkowicie nieodpowiedni dla wychowania dzieci. Homoseksualisci w znacznie wiekszym stopniu oddaja sie stosunkom seksualnym poza swoim partnerem (promiscuity), naduzywaja alkoholu i substancji narkotycznych  i wykazuja wiekszy poziom przemocy rodzinnej (domestic violence). Dzieci wychowane w takim srodowisku wykazuja czesto cechy pomieszania utozsamienia plciowego (sexual identity confusion). Sprowadza sie to wszystko do tego, ze dziecko potrzebuje po prostu mamy i taty.
Koncowe pytanie: Czy jest zwiazek pomiedzy homoseksualizmem i wykorzystywaniem seksualnym dzieci? (Is there a link between homosexuality and child abuse?). Sprigg i Dailey pokazuja, ze istnieje bardzo niepokojacy zwiazek (disturbing connection) pomiedzy tymi dwiema rzeczami. Homoseksualisci mescy (pederasci) popelniaja nieproporcjonalnie wielka liczbe aktow seksualnego wykorzystania dzieci. Istnieje tez udowodniony historyczny zwiazek pomiedzy pedofilia i ruchem na rzecz "rownouprawnienia gayow". Akceptacja przez wiele grup homoseksualnych niechlubnego zrzeszenia pod nazwa "Polnocno Amerykanski Zwiazek Mezczyzn Ktorzy Kochaja Chlopcow" (North American Man/Boy Love Association) jest jednym z przykladow. Watki pedofili przewijaja sie takze gesto w literaturze homoseksualnej.
Od siebie dodam, ze prowadzony wlasnie na naszych oczach proces piosenkarza Micheala Jacksona, ktory jest podejrzany o seksualne molestowanie 13-letniego chlopca na swoim "rancho", jest tez tutaj dobrym przykladem.
Na zakonczenie, nalezy podkreslic, ze opisana ksiazka chociaz niezbyt gruba bo liczaca tylko 143 strony jest bezcennym zrodlem rzeczowym do prowadzenia naukowej dyskusji na tematy homoseksualizmu.
Ksiazka kosztuje zaledwie 5 dolarow amerykanskich a zamowic ja mozna na stronie internetowej www.frc.org . Ja juz wyslalem zamowienie i namawiam kazdego aby ta ksiazke kupil, szczegolnie z mysla o swoich dzieciach, ktore znajac dobrze jezyk angielski moga w szkole miec niezastapiona pomoc naukowa w jakiejkolwiek dyskusji na temat homoseksualizu. Wierzcie mi Panstwo, ze takich dyskusji bedzie coraz wiecej.
Poniewaz kolejna moja audycja przypada na Swieto Wielkanocne, chcialbym zlozyc wszystkim sluchaczom zyczenia wesolych i spokojnych Swiat Wielkiejnocy.
Dla Radia Polmysl mowil Robert Varin. Do widzenia Panstwu.

Kitchener, 26 marzec 2005

 


 

WIDZIANE PRAWYM OKIEM (48)(27-02-05)

Robert A. Varin

Dzien dobry Panstwu. 

Witam radiosluchaczy radia "Polmysl" w moim kolejnym felietonie 

"Widziane Prawym Okiem"

Dzien dobry Panstwu. 
Witam radiosluchaczy radia "Polmysl" w kolejnym felietonie "Widziane Prawym Okiem". Tym razem nie bedzie to moj wlasny felieton ale Jerzego Burlinskiego z tygodnika "Najwyzszy Czas". Napisany on jest na kanwie skandalicznej wrecz informacji jaka i mnie mocno zbulwersowala, a mianowicie, ze obchody zakonczenia Drugiej Wojny Swiatowej odbeda sie nie gdzie indziej tylko w...Moskwie! Nie wiedzialem o tym, ze Moskwa zostala wybrana na miejsce tych obchodow i jak ta wiadomosc przeczytalem to malo mnie wnetrznosci nie skrecilo. Poniewaz zgadzam sie w stu procentach z tym co Jerzy Burlinski napisal w swoim felietonie uznalem, ze nie zrobil bym tego lepiej niz on. A zatem oddajmy glos Jerzemu Burlinskiemu.

Rosja jest winna!
 
Jerzy Burlinski
 
Wbrew hipokrytom spod znaku "grubej kreski" i "wybierania przyszlosci" historia wciaz okazuje sie czyms zywym, tetniacym wlasnym zyciem, nie dajacym zamknac sie w zakurzonej czytelni interesujacej garstke "oszolomow".

 
Wiek XXI zaczal sie juz na dobre, a tu jak spod ziemi wychodza na powierzchnie pytania dotyczace przeszlosci. To jeszcze jednak nie jest najgorsze. Gdyby pytania te stawiano w zamknietych salach wykladowych uniwersyteckich Wydzialow Historii, gdyby spierano sie na naukowych sympozjach historykow czy tez polemizowano na artykuly w fachowej prasie, nie byloby problemu. Pytania dotyczace przeszlosci jak lawina wciskaja sie jednak do polityki, wypelniaja debaty parlamentarne, staja sie przedmiotem oswiadczen glow panstw, szefow rzadow czy kierownikow polityki zagranicznej.

Spory o historie przekroczyly dawno polskie granice i wkroczyly na niezwykle drazliwy grunt stosunkow miedzynarodowych. Granice te przekroczono w Jedwabnem. Polska, pierwsze panstwo, ktorego armia stawila opor narodowo-socjalistycznym antysemitom, gdzie za ukrywanie Zydow zabijano cale polskie rodziny, zostala oskarzona wrecz o zorganizowanie Holokaustu, co potwierdzily oficjalnie polskie wladze, z prezydentem na czele ...

Rok konczacy sie cyfra "5", musi stac pod znakiem rocznic dotyczacych II wojny swiatowej. Zaczelo sie od roc